Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : Lipiec 1998
To: hdasko@total.net
Date: Sat, 01 Aug 1998 08:25:57 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: mam zaszczyt polecic
HD> Czesc, Gambrinusie. [...] HD> Rzeczywiscie, swietnie napisane.
Hank, jesli juz, to "Lukullusie!" Niemazaco. Ja to odkrylem przez artykul w Salonmagazine.com, w ktory zerkam od czasu do czasu. Tez nie oddaje sie tzw "surfingowi". Ale cenie sobie niektore, specyficzne (i do wymogow medium dopasowane) siedziby, do ktorych powracam... tak zreszta jak ogolnie z czasopismami.
HD> I ja nie jestem wielbicielem prozy kobiecej. HD> W ogole, przyznam Ci sie, prozy prawie nie HD> czytam, nie mam czasu.
Ja tez w zasadzie mam juz belle-lettres poza soba; czytam prawie wylacznie non-fiction, biografie, krytyke literacka. Szczerze mowiac nie mam czasu na poznawanie literatury od strony zrodel. Recenzja, czy krytyka, daje mi wiecej, nawet bez znajomosci podmiotu, niz studia nad originalem.... ktos sie pofatygowal (i ew. strescil zawartosc czegos) zeby taki jak ja mial minimum rozeznania sie w temacie. "Call It Sleep" Henry Roth'a lezy juz trzy lata, nie mowiac o 300+ ksiazkach polskich zakupionych od 1994 r., czy kilkunastu amerykanskich. Wsrod tych "Passing By", eseje Kosinskiego, ale przyjdzie na nie kryska. Wlasnie co przebrnalem przez kilka mniejszych pozycji, w tym "Leaving Las Vegas", John O'Brien, a teraz trzymam w reku "Autoportret z Kobieta" Szczypiorskiego (i jakos nie moge sie do niej przekonac z powodu druku czcionka groteskowa [sans-serif]), ale generalnie rzecz biorac nie pamietam kiedy ostatnio mialem uczucie euforii literackiej z powodu odkrycia jakiegos nowego talentu, tresci czy opowiesci. Moze nie powinienem sie przyznawac, ale rzadko zdarza mi sie czytac nowelki w New Yorkerze, ktorego czesc non-fiction w zupelnosci mnie zadawala.
Pamietnik tej Lizzie daje mi duzo do myslenia, bo przyznam sie, nie spotkalem nigdy kogos takiego, kto posiadalaby tyle introspekcji (albo, zeby byc sprawiedliwym, umialby to zwerbalizowac i zakomunikowac). Niewazne ze jest to non-fiction; pomysl jak daleko jej od tej trendem dmuchanej ("Trendowatej" ;-)) Bridget Jones Diary itp.
__L
To: "hdasko" <hdasko@total.net>
Date: Sat, 01 Aug 1998 10:50:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: z zakamarkow intelektu [ex ExL]
Apropos czego, przypomnialem sobie o jednym z lepszych tekstow "wokolewolucyjnych" (ale wlasciwie metafilozoficznych) ktore kiedykolwiek czytalem. Goraco Ci wiec niniejszym polecam "Sorry, But Your Soul Just Died" by Tom Wolfe (dlugosci 3 ekspressa sans sanka)
__L
HD>> Swietny tekst dzis przeslales na XL, jeszcze nie HD>> zdazylem przestudiowac, ale niezwykle ciekawe. # Newsgroups: rec.arts.books,alt.postmodernism # Date: Tue, 28 Jul 1998 10:27:40 GMT # From: cri@tiac.net (Richard Harter) # Subject: Intellectual Impostures
The July 9 issue of NATURE has a review by Richard Dawkins of Sokal and Bricmont's little opus, _Intellectual Impostures_. Three pages are spent trashing the icons of modish French philosophy; a good time is had by all. W numerze 9 miesiecznika NATURE znajdziemy recenzje Richarda Dawkinsa z malego dziela Sokala i Brickmonta "Szalbierstwa Intelektualne". Na trzech stronach niszczy sie ikony modnej francuskiej filozofii; dobra zabawa dla wszystkich.
LF> # Date: Thu, 30 Jul 1998 18:04:35 +0200 Nieczesto zdarza mi sie rekomedowac cokolwiek z Usenetu, ale tym razem nie moglem sie opanowac.... dotyczy to bowiem notatki o recenzji Richarda Dawkinsa (popularyzatora nauki, autora istnie epokowych tekstow o ewolucji "The Selfish Gene" i "The Blind Watchmaker") ksiazki Alana Sokala demaskujacej prawdziwe oblicze (czyli pusto- slowie) lit.postmodernizmu. (Sokal jest fizykiem-dowcipnisiem slawnym z tzw "The Sokal Affair" dwa lata temu, kiedy udalo mu sie opublikowac zargonem nafaszerowany "naukowy" tekst negujacy istnienie rzeczywistosci, i nikt z redaktorow pisma nan nie zareagowal). Zauwazcie panstwo: rekomenduje notatke o recenzji ksiazki podwazajacej opinie i komentarze nie- rzadko wielceutytulowanych bona-fide naukowcow z prawdziwego zdarzenia: samo w sobie juz cos podejrzanego!
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 01 Aug 1998 17:38:01 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Nozem???
Jozek -
Ty mi nie mydl oczu kolejnymi cytatami i 'wytlumaczalna tradycja'. Zwracam sie do Ciebie jako do autorytetu i prosze o konkretna, jednoznaczna odpowiedz: czy to, co Edek napisal, jest prawda?
Po smierci, korzystajac z mojej nieuwagi, ktos zblizy sie do mnie z nozem, dobierze do zakamarkow mojej prywatnosci i zmieni ksztalt tego, co mimo licznych naduzyc, a czasem i, wstyd powiedziec, brutalnego traktowania, sluzylo mi wiernie przez kilkadziesiat lat?
Bardzo Cie prosze - zadnych sliskich, wykretnych eufemizmow w rodzaju Tomkowego 'symbolicznie nadcina'. Obrzeza czy nie? A jesli 'tak' - czy to znaczy, ze w Kanadzie tez? Wybieralem sie akurat jutro, zeby sobie kupic splachetek ziemi.
Kilka miesiecy temu nioslem czyjas trumne (Stefan wie), cmentarz byl niewielki, ladnie polozony, z lagodnymi wzniesieniami gruntu i malym, brzozowym zagajnikiem. Jest piekne lato, to wszystko musi teraz wygladac zachecajaco i wymyslilem sobie, ze w niedziele pojade - a tu nagle, jak grom z jasnego nieba...
Tylko nie myslcie, ze zartuje. Szukam wiarygodnej odpowiedzi. Obetna czy nie?!
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 02 Aug 1998 09:27:17 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Synagoga i my
Instytucja zydowska, ktora odmawia pogrzebu dziecka w takiej sytuacji - ja sobie tego nie potrafie wyobrazic. Przychodzi mi do glowy tylko jedna analogia: ustawy norymberskie.
Henryk D.
Wlodek Richter skrev: WR>> Mam podobne doswiadczenia z religia. [...] kiedy WR>> mialem chowac 4-letniego syna na cmentarzu zydowskim. WR>> Odmowili. Ja w swojej naiwnosci myslalem, ze WR>> sciaganiem spodni i sprawdzaniem przyrodzenia WR>> zajmowali sie tylko antysemici. Choc ci ostatni WR>> nie robili tego na cmentarzu. WR>> To co piszesz Edziu o obrzezaniu zwlok jest czystym WR>> zbydleceniem i zbeszczeszczeniem umarlego.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 6 Aug 1998 13:21:31 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Zyd wspolczesny
Alan Dershowitz, The Vanishing American Jew /cytuje za bardzo ciekawa recenzja w New York Review of Books http://www.nybooks.com/nyrev/WWWfeatdisplay.cgi?1998081334R
Of America's Nobel Prize winners in science and economics, nearly 40 percent have been Jews. Of America's two hundred most influential intellectuals, half are full Jews, and 76 percent have at least one Jewish parent. The great paradox of Jewish life is that virtually all of the positive values we identify with Jews —compassion, creativity, contributions to the world at large, charity, a quest for education— seem more characteristic of Jews who are closer to the secular end of the Jewish continuum, than to the ultra-Orthodox end.Wsrod amerykanskich laureatow nagrody Nobla w dziedzinach nauk scislych i ekonomii[*] prawie 40 procent stanowia Zydzi. Sposrod dwustu najbardziej wplywowych intelektualistow, polowa jest Zydami, a 76 procent ma co najmniej jednego zydowskiego rodzica. Najwiekszym paradoksem zydowskiego bytu jest, ze niemal wszystkie pozytywne wartosci, jakie asocjujemy z Zydami —milosierdzie, kreatywnosc, wklad w cywilizacje swiata, szczodrosc, chec ksztalcenia sie— zdaja sie cechowac Zydow reprezentujacych bardziej swieckie, niz ultraortodoksyjne spektrum zydowskich postaw.[*] Nagroda w dziedzinie ekonomii faktycznie nie od "Nobla", tylko od Szwedzkiego Banku Narodowego, acz przyznawana rownolegle z pozostalymi nagrodami (fully superfluous mem.dump. red.dyz.)
Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 8 Aug 1998 02:11:54 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Zlosliwe i przemadrzale
Zachecony nazywaniem rzeczy po imieniu w manifescie grupy 'chawerim', mam zamiar napisac zlosliwy i przemadrzaly list.
1. Zlosliwie i przemadrzale - Andrzejowi. Glupstwa, przyjacielu, piszesz. Nie zaden 'bunt', nie zadne 'dzieci wyfrunely', nie zadne 'niech sie ucza na bledach'. Dziesiec procent czlonkow swietlicy, liczba pokazna, uznalo, ze swietlica w nowej formie nie zaspokaja ich potrzeb. Stalo sie tak, poniewaz nie wypracowalismy sobie formalnych metod negocjowania kompromisow w sprawach zasadniczych, a metody nieformalne czasami nas zawodza i przeradzaja sie w pyskowke - vide dzisiejsza korespondencja.
Pragne przypomniec wszystkim, dlaczego tu jestesmy. Pragne przypomniec, ilu nas naprawde jest. Chetnie szermujemy slowem 'rodzina'. Otoz ja nie mam ochoty rozstawac sie z czescia mojej rodziny - przynajmniej do momentu, kiedy zawioda nas wszystkie rozsadne proby dalszego zycia pod jednym dachem, jak zylismy dotad.
W Twoich slowach, Andrzej, o 'uczeniu sie na bledach' i liczbie uczestnikow w nowej grupie znajduje (wybacz, jesli nieslusznie i to co pisze jest niesprawiuedliwe) cicha zgode na 'wziecie na przetrzymanie'. Grupa, liczaca nieledwie poltora tuzina osob ma mniejsze szanse przezycia; za dzien-dwa, za tydzien zaczna wracac. Moze i prawda, ale ja osobiscie sie na taki eksperyment nie pisze.
2. Zlosliwie i przemadrzale - Wieskowi. Ty, Wiesiek, oczywiscie mozesz odejsc. Mozesz uznac, ze masz dosyc, albo nie masz czasu, albo po prostu nie chcesz. Nikt z nas sila nie moze Cie zatrzymac. Jedno 'ale'. Nie mozesz odejsc za tydzien, na warunkach, jakie proponujesz.
Nie mozesz tego zrobic z prostego powodu - swietlica jest Twoim dzielem i efektem Twojego wysilku, ale nie jest Twoja wlasnoscia. W ciagu ostatniego roku, a moze nawet wiecej, stala sie wlasnoscia nas wszystkich. Wcale nie dlatego, ze, jak pisze Julek, zaplacilismy skladki do konca roku. Zupelnie innym prawem - prawem osadnika, prawem squattera. To jest Twoje nie tylko dlatego, ze to sam skonstruowales, ale przede wszystkim dlatego, ze jestes jednym z nas. Mozesz wiec przekazac paleczke, ale nie mozesz jej rzucic. Mozesz wyszkolic nastepce, ale nie mozesz nas - mnie - swietlicy pozbawic.
Sadze, ze o tym wiesz. Gdybys nie wiedzial, nie robilbys swietlicy - przypuszczam, ze swiadomosc tego, czym swietlica jest dla nas wszystkich jest Twoja (i Twoich wspolpracownikow) jedyna nagroda za wlozona prace. Byloby strata niepowetowana - i wcale nie z powodow technicznych - gdybys nas opuscil. Ale ja bym chcial, zeby to poczucie straty rozciagalo sie na kazdego z nas - Julka Ilickiego, ktory zniknal, Kubusia Bekkera, ktory przestal do nas pisac, Zuzki Kliger, ktorej mi bardzo brak.
3. Zlosliwie i przemadrzale - 'chawerim'. Mnie sie ten pomysl podoba. Pomysl waskiej, polprywatnej listy ludzi szczegolnie sobie bliskich, odczuwajacych potrzebe nieograniczonej korespondencji - co w tym zlego? Byloby pewnie lepiej, gdyby to sie znalazlo na naszym serwerze, gdyby projekt powstal w innych warunkach i w mniej konfliktowy sposob - ale to szczegoly. Jesli te kilkanascie czy wiecej osob bedzie mialo z tego radosc - co to komu przeszkadza? Ktos, chyba Wlodek Rich., napisal ekspresyjnie, ze beda po kryjomu obrabiac dupe tym z serio. Wydaje mi sie to nieuzasadnione. Starego forum nie czytam od miesiecy (doprowadzalo mnie do szalu i wypisalem sie, przy czym nie uwazam wcale, zebym byl od swietlicy w jakimkolwiek stopniu izolowany), ale podejrzewam, ze beda sie publicznie piescic, jesc sobie nawzajem z dziobkow i wydawac wspolny i natretny rechocik. Na zdrowie.
Zakonczylbym na tym uwagi na temat 'chawerim', gdyby nie ideowa deklaracja nowej grupy, nieco na wyrost nazwana manifestem, ktora zapoczatkowala nasza dyskusje. Traktuje ow dokument jako dzielo zbiorowe, bo tak jest podpisany, a moje slowa nie sa kierowane do nikogo indywidualnie. Jak napisalem, pomysl mi sie podoba - ale trzeba bezwstydu i obludy zaiste groteskowej, zeby po doswiadczeniach starego forum nazywac nowa liste 'miejscem gdzie nie wyzywamy sie', gdzie nie ma zlosliwych komentarzy, a mieszkaja wylacznie ludzie zyczliwi.
A moze sie myle. Moze to nie jest kwestia obludy, tylko samooceny. Moze kazdy wizerunek w lustrze jest piekny.
4. Zlosliwie i przemadrzale - o kol. Bergmanie. Przeczytalem dzisiaj kolejna epistole n/t Goldy Tencer, zawierajaca nastepujacy fragment:
'Twoja siostra natomiast przylaczyla sie (mniej lub bardziej dobrowolnie) do tych, ktorzy wywolali ta kampanie antysemicka. W ich tez imieniu i z ich polecenia, bardzo klamliwie przekonywala wszystkich tych, ktorzy udzielili azylu takze i Tobie, ze powodem Twojego i naszego wyjazdu wcale nie bylo jakies tam przesladowanie Zydow w Polsce. Jezeli to co pisze lub jak to formuluje jest nieprawda, to moze poprosisz Twoja, podobno bardzo oddana sprawie zydowskiej, siostre aby nam wreszcie wyjasnila jak to bylo i dlaczego. Dlaczego brala udzial w wielu akcjach wladz PRLowskiej Polski, majacych na celu najzwyklejsze mydlenie oczu mieszkancom zachodnich panstw w sprawie rasismu wladz lub spoleczenstwa w kraju w ktorym dzialala ?????'
Nie mam pojecia, jak sprawa wygladala naprawde. Ale w liscie Jurka, kolejnym i jeszcze bardziej npastliwym niz poprzednie, uderza mnie szczegolna logika, juz nie PRL-owska, ale wrecz stalinowska: jesli pisze nieprawde, to udowodnij, ze klamie. Dokazhi, czto ty nie wierbljud.
Jak czytam w wywiadach z prasy polonijnej, ktore sie na naszych lamach ukazuja, w osobie kol. Bergmana mamy do czynienia z asem miedzynarodowych mediow. Chyba mozna bylo sie tam nauczyc, ze zasada najbardziej elementarnie pojmowanej sprawiedliwosci jest zaczynanie nie od oskarzen, a od corpus delicti, owej tasmy telewizyjnej, gdzie Golda mowi - cytuje z powyzszego - iz przyczyna wyjazdu jej brata i nas wszystkich nie bylo przesladowanie Zydow w Polsce. Bez tasmy, bez autentycznych i udokumentowanych slow Goldy list Jurka to nic innego jak osobista dintojra.
Golde znam bardzo slabo, ale jest to dla mnie sprawa osobiscie wazna. Na mojej polce lezy album z jej wystawy, o ktorym niedawno pisalem, a obok stoi fotografia z marca tego roku, z Dworca Gdanskiego. Na fotografii widac Anie Lec, Leszka Kantora, mojego przyjaciela Michala Sobelmana, jedna z lodzkich blizniaczek R., ktorych nie rozrozniam, prezydenta Warszawy Marcina Swiecickiego i jakiegos nieduzego faceta o wygladzie zmarznietego Hindusa. Zdaje sie, ze jest to ambasador Izraela. Jest tez Golda, mowiaca cos do mikrofonu. Za nia wisi tablica, ktora Golda wymyslila (zorganizowala, wedle nowomowy Bozeny W.) i tam umiescila, wyszarpawszy na to zgode komunistycznym stupajkom z marcowego awansu w udzielnym ksiestwie Polskich Kolei Panstwowych, do ktorych dworzec nalezy. Ja wiem, ze na temat tej tablicy nie wszyscy maja jednakowe zdanie i nie pragne do tej dyskusji wracac. Jest to jednak dla mnie sprawa istotna, i wcale nie dlatego, ze chcialbym byc swiadkiem publicznego samobiczowania Goldy. Raczej dlatego, ze jesli mnie ktos o cos publicznie oskarzy, chcialbym, zeby dowody lezaly na stole.
5. Zlosliwie i przemadrzale - o listach. Jesli slowo 'dyrdymalki' kilkanascie osob postrzega jako obrazliwe, to nie nalezy tym ludziom podtykac pod nos slownika PWN (okreslenie obrazliwe nie jest, ale jest lekcewazace, tak w jedenastotomowym slowniku Doroszewskiego), tylko nalezy nazwe bez dalszych dywagacji zmienic.
Istnienie czterech list wydaje mi sie absurdalne: moim prywatnym zdaniem nalezy 'dyrdymalki' zamknac, a 'forum' rozluznic, tj. pozwolic pisac wiecej, moze nawet bez ograniczen. Poprzedni problem listy forum powinno rozwiazac 'chawerim' - pod warunkiem, ze ta ostatnia lista nie bedzie traktowana jako cos stworzonego przeciwko swietlicy. A to zalezy w rownym stopniu od tych, ktorzy na tej liscie pisza, jak i calej reszty, ktora sie tam nie pofatyguje. Bardzo bym tez pragnal, zeby Julek i Wiesiek przykrecili manetke gazu, odbyli dluga rozmowe telefoniczna na koszt swietlicy i wyjasnili pewne sprawy techniczne, ktore Julka nurtuja. Julek jest czlowiekiem wyjatkowo chetnym do pomocy, co wykazal nieskonczona ilosc razy. Jest to jednoczesnie czlowiek wybuchajacy latwiej niz ciezarowki z nitrogliceryna w filmie ‘Cena strachu’; z czystego egoizmu zyczylbym sobie, zeby pracowali razem, a nie przeciwko sobie.
Liste 'serio' chcialbym widziec jako liste w prewnym stopniu kontrolowana, z ograniczona iloscia korespondencji (zdaje sie, ze jest trzy dziennie). Kilka dni temu zakoczyla sie rozsadnym w mojej ocenie kompromisem dyskusja na temat informacji, zamieszczanych przez Julka. Dzis wieczorem moj ulubiony kol. Bergman uraczyl nas saznistym artykulem z Tygodnika Solidarnosc, gdzie w tytule znajdowalo sie slowo 'Zyd'. Przeslany artykul zawiera polskie znaki diakrytyczne, co znacznie utrudnia czytanie go, i podejrzewam, ze m.in. dlatego kol. Bergman nie zapoznal sie z jego trescia. Gdyby go byl przeczytal, zorientowalby sie, ze o Zydach nie ma tam nic, tekst dotyczy postaci z polskiego ekranu TV i nawet dla tych wsrod nas, ktorzy z Polska maja w miare czesty kontakt jest prawie nieczytelny. Chcialbym wiec 'serio' w miare mozliwosci uodpornic na korespondencje, ktora wedle najbardziej elementarnych zasad szacunku dla czytelnika nie powinna sie tam znalezc.
Tyle przemadrzalych zlosliwosci na dzis.
Pozdrawiam wszystkich,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 11 Aug 1998 00:07:15 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Staszek i komunisci
Pare uwag na marginesie swietnego listu Marka http://WWWeba o ekspiacjach Staszka Krajewskiego.
Staszek pisze w swojej ksiazce 'Zydzi-Judaizm-Polska':
"Szczegolny niepokoj budzi quasi-religijny charakter uczestnictwa
w komunizmie niektorych Zydow.[--] Problem istnieje i dotyczy
nas, Zydow, poniewaz stosunkowo znaczna byla liczba zydowskich
komunistow i ich rola."
To jest nieprawda.
Nie ma zadnych danych, potwierdzajacych owa quasi-religijnosc cytowana przez Staszka. Jesli Zyd Zambrowski bral za morde, to Polak Witaszewski czynil to z niemniejsza gorliwoscia. Polak Mazur byl nie mniej zazartym stalinowcem od Zyda Werfla. Stosunkowo znaczna liczba? Istotnie, ale o tym ponizej.
Szczegolny fanatyzm Zydow w sluzbie komunizmu to mit. Byli Zydzi- fanatycy idei i byli tacy sami nie- Zydzi. Nie ma skali, ktora da sie to mierzyc, ale jest precyzyjny i niepodwazalny zapis tamtych lat w literaturze i publicystyce.
Jesli hunwejbinem krytyki literackiej byl Zyd Jan Kott, to Polak Ryszard Matuszewski nie ustepowal mu bojowoscia. Jesli Andrzej Mandalian byl bardem socrealistycznej poezji, to Tadeusz Kubiak pisal o trasie W-Z z niemniejszym zarem. Z synem zydowskiego bankiera, Kazimierzem Brandysem, maszerowal ramie w ramie Tadeusz Konwicki, potomek podwilenskich zasciankow. 'Partia a tworczosc pisarza' nie napisal uciekinier z chederu, terminujacy w 'Wiadomosciach Literackich', tylko Jerzy Andrzejewski, pisarz katolicki, przed wojna pisujacy do narodowego Prosto z Mostu
Odrzucam calkowicie teze Staszka o szczegolnej podatnosci Zydow, rzekomo tradycyjnie sklonnych do mesjanizmu, na religijne aspekty komunistycznej wiary. Staszek wychowal sie w Polsce Wladyslawa Gomulki i Zenona Kliszki, obu kalwinistycznych ascetow o nienagannie aryjskim rodowodzie. Przed wojna w nielegalnym i stosunkowo nielicznym ruchu komunistycznym procent Zydow byl istotnie bardzo wysoki - ale po wojnie, kiedy komunisci doszli do wladzy, masowy akces ideowo zaangazowanych Zydow jest mitem. Podstawowy material nowego naboru komunistow stanowila mlodziez oraz ludzie z awansu spolecznego, przede wszystkim ze wsi.
Staszek popelnia tez blad, postrzegajac komunizm jako swego rodzaju monolit. Byl komunizm przedwojenny, opozycyjny - i byl komunizm u wladzy. W skali pozaideologicznej te dwa komunizmy niewiele mialy ze soba wspolnego. W komunizmie opozycyjnym Zydzi rzeczywiscie odegrali istotna role, przede wszystkim z powodu uwarunkowan spolecznych.
W komunizmie u wladzy, ktorego cecha, moze nawet immanentna, byla zbrodnia, Zydzi nie odegrali zadnej roli. Zhierarchizowana dyktatura, oparta na terrorze, decydowala sama, gdzie poslac Polaka, Zyda, Kowalskiego czy Goldsztajna. Mozliwosci wyboru, skala opcji - to prawie nie istnialo. Partia stawiala na posterunku. "Damy was do bezpieczenstwa" - mowiono. Rownie dobrze mogli powiedziec "pojdziecie do lesnictwa", i takich, ktorym to mowiono bylo znacznie wiecej niz tych, ktorych posylano do UB. Moj ojciec, przedwojenny komunista, z wyrokiem i wiezieniem, w czasie wojny w Rosji, do UB nie poszedl. Nie poszedl, bo go poslali gdzies indziej. Ale to nie on decydowal, dokad pojsc. Co by bylo, gdyby go do UB poslali? Nie wiem, ale sadze, ze dzis bym tego listu nie pisal.
Zydzi jako Zydzi byli pod wladza komunizmu mniejszoscia narodowa, traktowana jak wszelkie inne mniejszosci, z przesladowaniami wlacznie. Bylo natomiast wielu komunistow- Zydow, jak bylo wielu komunistow nie- Zydow. UB, na szczeblu decydenckim, bylo zdominowane przez Zydow. Bylo takze zdominowane przez mezczyzn. Niektorzy twierdza, ze bylo zdominowane przez lysych.
Staszek pisze dalej:
"Odpowiedzialnosc moralna moze byc posrednia.
Odczuwam wstyd z powodu zbrodni, w ktorych
uczestniczyli zydowscy komunisci."
Niepojete. Ulubione haslo antysemitow, powtorzone z absolutna wiernoscia. Per analogiam, postepowy Amerykanin w srednim wieku winien sie wstydzic za Ku- Klux- Klan, Francuz - za Vichy, a Rumun za Codreanu i jego Zelazna Gwardie.
Byloby mi latwiej zrozumiec slowa Staszka, gdyby domagal sie, aby Polacy wstydzili sie za gen. Moczara. Staszek, o ile wiem, tego nie robi. Nie wiem, czy wymaga, zeby Polacy - dzisiejsi Polacy - wstydzili sie np. za Kielce i za szmalcownikow, ale nie pamietam, zebym takie slowa czytal.
A moze jednak rozumiem. Staszek jest czlowiekiem gleboko religijnym, o wielkim poczuciu sprawiedliwosci. W swiecie niesprawiedliwym Staszek pragnie sluzyc przykladem. Jesli domagamy sie od innych - Niemcow, Polakow, Francuzow - prawdy absolutnej, r o z l i c z e n i a z wlasna przeszloscia, Staszek pragnie zaoferowac wlasna prawde, a moze i wlasny grzech. Wedle moich prymitywnych skojarzen - zydowscy komunisci staja sie [dla Staszka (ed.)] owym kozlem ofiarnym, ktorego nasi przodkowie wypedzali na pustynie, by z grzechu sie oczyscic.
Nie bronie niczyich zbrodni. Wierze jednak, ze czlowiek powinien sie wstydzic za wlasne grzechy, albowiem z reguly ma ich dosyc. Nie nalezy szukac dodatkowych grzechow, aby je brac na wlasne sumienie. Za zbrodnie odpowiedzialni sa ludzie, ktorzy je popelnili - i tylko oni. Zydzi, Polacy, komunisci i nie-komunisci.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 12 Aug 1998 01:10:45 +0000
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Dokument podrozy
Przyjaciele,
Chcialem prosic o rade.
Pierwszym krajem mojej emigracji byla Dania. Wize imigracyjna otrzymalem w Warszawie i przyjechalem do Kopenhagi w sierpniu 1969. Po kilku miesiacach pojechalem dalej.
W Danii zostal moj polski Dokument Podrozy - w zamian za to otrzymalem dunski Rejsedokument. Chcialbym te polska pamiatke odzyskac. Czy ktos z Was moglby mi poradzic, czy to ma realne szanse i jak sie do tego zabrac? Moge oczywiscie napisac do ambasadora dunskiego w Kanadzie, ale moze ktos z Was ma lepszy pomysl.
Dzieki serdeczne,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 18 Aug 1998 14:20:09 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: FW: zdjecie syjonistow
Basia Jaworski wrote:
BJ> Bardzo i pilnie potrzebne mi jest zdjecie BJ> demonstracji z transparentem "Syjonisci do BJ> Syjamu". Czy ktos ma? Albo wie gdzie i jak BJ> do tego dotrzec?
O ile wiem, taka fotografia nie istnieje.
Anegdoty i pogloski o hasle 'Syjonisci do Syjamu', rzekomo widocznym na transparentach i plakatach, krazyla juz w marcu. Nigdy nie natknalem sie na konkretna informacje, chociaz plakaty z napisem 'Syjonisci do Izraela' byly reprodukowane. Istnieje, o ile pamietam, zdjecie hasla 'Mosiek = Agresor', ale 'Syjonisci do Syjamu' - nie widzialem. Zawsze myslalem, ze to troche za dowcipne i wyglada na apokryf.
Jesli ktos wie na pewno - to Dariusz Stola, historyk [PAN (red.)] zajmujacy sie Marcem.
Serdecznoscie, Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 18 Aug 1998 22:45:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: FW: zdjecie syjonistow
Thomas Jozefowicz wrote:
TJ> Ten transparent widzialem w 1968r. i nie na TJ> filmie, bo po wyjezdzie z Polski tego rodzaju TJ> filmow nie ogladalem.
Tomek widzial, widzialo jeszcze pare osob - przynajmniej pamietaja, ze widzieli.
Niewykluczone, ze tak bylo. W inscenizacjach to haslo sie istotnie pojawialo - Leszek slusznie przytacza ‘Marcowe Migdaly’ Piwowarskiego. Widzialem kiedys film telewizyjny ‘Kwartet’, rezyserii Tomasza Zygadly, wedle scenariusza Michala Komara - o ile pamietam, tam tez to miga. Ale w dokumentacji historycznej znalezc hasla wysylajacego nas do Syjamu nie moge.
Wydano kilka solidnych prac o rozmaitych aspektach marca. Wszystkich nie mam, ale mam kilka wazniejszych. W niekompletnej, acz solidnie udokumentowanej monografii Jerzego Eislera ‘Marzec 1968. Geneza-Przebieg-Konsekwencje’ nie znalazlem nic na ten temat. W rocznicowym numerze 'ResPubliki' z marca 1988 - nic. Elzbieta Sachs, osoba o wspanialej pamieci, sadzila, ze cos takiego przewinelo sie przez obchody 30-tej rocznicy marca i zlecila mi przejrzec tasme wideo, ktora pieczolowicie nagrala, a nastepnie zrobila mi z niej cenny prezent. Nic.
Mam tez kilka ksiazek zajmujacych sie propaganda marca. Pierwsza pozycja, wydana przez londynski 'Puls' w 1984 roku jest praca Jakuba Karpinskiego ‘Mowa do ludu’. Znajduje sie tam szkic 'Mowi Warszawa. Wydarzenia marcowe w prasie polskiej - Zarys obrazu i proby teorii'. Na podstawie kwerendy archiwalnej Karpinski kataloguje jezyk propagandy tamtych czasow. Wymienia i dokumentuje rozmaite hasla i transparenty: 'Syjonisci precz z uczelni', 'Syjonisci do Izraela', 'Syjonisci do Dajana'. O Syjamie - nic.
Michal Glowinski, historyk literatury i teoretyk jezyka, w latach 1966-1971 robil na biezaco notatki o jezyku propagandy. Ksiazka ‘Marcowe gadanie’ oparta o tamta dokumentacje, ukazala sie w roku 1991. Zawiera kilkaset hasel dotyczacych marcowego jezyka. Pod haslem 'Syjonista', notowanym 4 pazdziernika 1968, pojawia sie tam zdanie '...slynne transparenty, podobno pokazywane nawet w telewizji Syjonisci do Syjamu...' Podobno. Czyli - na wlasne oczy nie widzial.
Najpowazniejsza praca na temat socjologii propagandy roku 1968 jest ksiazka niezyjacego juz historyka kultury i teatrologa, Marty Fik, pt. ‘Marcowa kultura. Wokol Dziadow - Literaci i wladza - Kampania marcowa’. Ksiazka ukazala sie przed trzema laty w minimalnym nakladzie, jest trudna do zdobycia i wlasciwie przeszla bez echa, ale jest to praca wyjatkowo solidnie udokumentowana. W chronologicznie potraktowanym rozdziale 'Przebieg', Fik pisze o wydarzeniach rozgrywajacych sie w polowie marca 1968: '...Dzieki obszernym relacjom z owych masowek, mozna bylo na ekranach telewizorow zobaczyc hasla w rodzaju 'Mosiek = agresor', 'Syjonisci do Syjonu''. To samo haslo 'Syjonisci do Syjonu' wspomniane jest jeszcze raz w innym rozdziale. Syjamu - brak.
Wiecej sladow nie znalazlem. Jak napisalem wczesniej, mam wrazenie, ze haslo 'Syjonisci do Syjamu' jest apokryfem, pochodzacym z marca. W teorii literatury nosi to ladna nazwe - 'zmyslenie prawdziwe', po angielsku - 'parafiction'. Calkiem mozliwe, ze sie myle, ale dopoki nie zobacze fotografii u d o k u m e n t o w a n e j z r o d l o w o - pozostaje nieprzekonany.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 18 Aug 1998 22:52:41 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: FW: zdjecie syjonistow
Victor Swiecicki wrote:
VS> Nie wiem, czy moja pamiec jakies triki mi robi, VS> ale wydaje mi sie, ze widzialem taki transparent VS> osobiscie. O ile sobie przypominam, to bylo VS> w telewizji (w czasie przemowienia Gomulki albo VS> jakas fabryka?). Byly rowniez "Syjonisci (niektore VS> byly "Sjonisci") do Dajana".
Serwus, Witek. 'Syjonisci do Dajana' bylo, sa fotografie. Przemowienie Gomulki jest swietnie udokumentowane, sa zdjecia, tasmy kroniki, fotografie sali. Nie ma Syjamu...
Best, H.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 19 Aug 1998 06:56:26 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: FW: zdjecie syjonistow
Szymek pisze:
> To zdjecie jest we "Wprost" z marca b.r. Popros > Leszka to na pewno ci pomoze w zdobyciu tego > pisma. To jest numer chyba z 9 albo 16 marca.
Nie, Szymek. Tego transparentu we 'Wprost' nie widze. Jest Dajan, jest Izrael - Syjamu nie ma.
Basia Jaworski pisze:
BJ> Pamiec mam dobra. Pamietam demonstracje pokazywana BJ> w telewizji, gdzie niesiono ten transparent. BJ> Ciekawe, co piszesz o Glowinskim. W latach 70-tych BJ> (72, 73) chodzilam na jego wyklady i bylam z nim BJ> dosyc zaprzyjazniona. Nic mi nie mowil o tej BJ> ksiazce.
Znam jeszcze pare osob, zaprzyjaznionych z Glowinskim, ktorym nic nie mowil. Ksiazka wyszla w 1991, a przygotowal ja do druku w 1989. We wstepie pisze:
‘...Pisalem te rzecz do szuflady. i nie sadzilem, ze dane mi bedzie opublikowac ja za zycia...’
BJ> Ciagle jeszcze szukam zdjecia. Ktos to przeciez BJ> musi miec! Uparta Basia
Jesli autentyk istnieje. Jesli nie - Julek zrobi, jak nowe...
Serdecznosci,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 20 Aug 1998 00:11:56 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@XXXXXX.SE>
Subject: Kilka uwag o 'Marcowych Migdalach' Radoslawa Piwowarskiego.
Wbrew zapewnieniom Leszka Kantora, nagrodzony przezen w 1989 roku film nie nazywal sie "Migdaly Marcowe", a "Marcowe Migdaly" (lekka roznica). Piwowarski jest interesujacym rezyserem; wczesniej zrobil m/in "Kochankow Mojej Mamy", ktory przekonal mnie co do talentu aktorskiego Krystyny Jandy, oraz pare ciekawych filmow dokumentalnych o patologiach spolecznych (zapewne tez wiele innych ale nie jestem kinomaniakiem na tyle, zeby zaprzatac sobie nimi glowy).
Pisze Leszek:
LK> Zbeletryzowana lekcja historii dramatycznego roku LK> 1968. Historia klasy maturalnej prowincjonalnego LK> liceum w 1968. Marcys, jedyny uczen pochodzenia LK> zydowskiego w klasie po 68 wyjezdza do Izraela, LK> dzieje sie wiele smiesznych i smutnych rzeczy LK> razem. Pozniej cala klasa zegna go na dworcu.
Nie wypowiadam sie w kwestii czy "Marcowym Migdalom" nalezala sie jakas nagroda —za co, za samo zaistnienie?—, ale jest on moim zdaniem filmem miernym, plytkim, powiedzialbym wrecz schematycznym. Taka- sobie politically- correct "marcowa" historia "z lezka w oku" opowiedziana przez polskiego liberala dla sobie podobnych. A wiec "preaching to the converted". Oczywiscie ze nie kazdy film, czy inny wyraz sztuki o jakims epokowym zdarzeniu musi byc na wskros pedagogiczny, czy lopatologiczny. Niemniej jednak w latach kiedy Piwowarski robil ten film (scenariusz napisal ok 1986, a film krecil w 1988- 1989 r) mozna bylo w Polsce powiedziec o Marcu o wiele wiecej niz to, na co bylo go stac. Efekt jego pracy jest bowiem taki, ze ktos urodzony w 20-plusminus lat pozniej ogladajacy ten film z trudnoscia tylko moze zrozumiec o co sie rozchodzilo.
Powodem tego jest chyba ze rezyserowi nie sprawdzil sie koncept beletryzacji Marca WYLACZNIE przez pryzmat rozlaki milosnej jednego (i w tej malej slaskiej dziurze jedynego) Zyda-nie- Zyda w wieku poborowym z pozadajaco go cielesnie lekko starsza nauczycielka- kociakiem m/68 (blond Twiggy). Czy cos w tym rodzaju; nie poruszyl mnie on na tyle zeby dokladnie go pamietac (ale kociaka nie zapomnialem ;-)).
Mysle tez, ze _wierna_ opowiesc o Marcu winna w pierwszym rzedzie rozgrywac sie w srodowisku _miejskim_, jesli nie w samej Warszawce. Bo w koncu nasze doswiadczenie, obojetnie od miejsc z ktorych wyjezdzalismy, jest scisle powiazane z wizytami w ambasadach, odwiedzaniem tez- emigrujacych znajomych, wystawaniem w kolejkach, Palacem Mostowskich (ilu z nas spotkalo tam oszusta "Silbersteina"?) itp. Bez tego nie sposob chyba wyrazic/ przekazac nastroju Marca dalej. I zapewne nie bylo to zamierzeniem Piwowarskiego; ale w ten sposob cala nasza gehenna sprowadza sie tylko do roli tla, mniej czy wiecej wymiennego na kazda inna emigracje jednej polskiej osoby.
[.....]
__L
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 19 Aug 1998 23:45:54 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Kilka uwag o 'Marcowych Migdalach' Radoslawa Piwowarskiego.
LF> Mysle tez, ze _wierna_ opowiesc o Marcu winna LF> w pierwszym rzedzie rozgrywac sie w srodowisku LF> _miejskim_, jesli nie w samej Warszawce. [...]
A ja mysle, Lucek, inaczej.
Poniewaz mowa o filmie fabularnym - zakladam, ze Twoje okreslenie 'wierna opowiesc' nie oznacza caloksztaltu dokumentarnej prawdy, tylko artystyczne odzwierciedlenie tamtych dni. Do tego, moim zdaniem, Warszawa jest calkiem niepotrzebna. Pisze to jako warszawiak, ktorego cale doswiadczenie marca opiera sie na tym, co sie dzialo w moim miescie.
Widzialem bardzo zle filmy o obronie Stalingradu i zdobyciu Berlina, i widzialem tez 'Ballade o zolnierzu', ktora pokazuje bez porownania wiecej prawdy o wojnie w Rosji niz tamte epopeje. We Wroclawiu wisi 'Panorama Raclawicka' Styki, kila absolutna, ale w jakims antykwariacie natknalem sie na znakomity szkic Michalowskiego z Powstania Kosciuszkowskiego, pare kresek zaledwie. Film Piwowarskiego jest marny nie ze wzgledu na miejsce akcji, tylko dlatego, ze nie potrafil oddac prawdy artystycznej. Z tego samego powodu Wajda zrobil zlego 'Korczaka' i koszmarny 'Wielki Tydzien', a Ford przed czterdziestu laty spaskudzil 'Osmy dzien tygodnia'.
Ja mysle, ze postrzeganie marca przez pryzmat Warszawy to pewnego rodzaju redukcjonizm, bo esencja marca byla wielosc indywidualnych dramatow - a te mialy miejsce wszedzie tam, gdzie byli Zydzi. Na akademii warszawskiej (widzialem tasme dzieki uprzejmosci Elzbiety) Joanna Szczepkowska spiewala wzruszajaca piosenke o swojej kamienicy. Napisala ja w 1968 roku, nie wiem, ile miala wtedy lat, ale sadze, ze nie wiecej niz dwadziescia. Mnie ta piosenka, w miare prosta i pozbawiona szerszej perspektywy, zabrzmiala prawdziwie wcale nie dlatego, ze kamienica Szczepkowskiej stala w Warszawie.
O marcu napisano wiele tekstow historycznych, ale w tzw. zapisie artystycznym ten nasz miesiac wielkiej rangi nie ma. Jest pare niezlych opowiadan Jozefa Hena, ciekawa ksiazka Bronka Swiderskiego, troche plaksiwych tekstow piora autorow, ktorych z litosci nie wymienie. Gdybym mial wybrac jeden utwor literacki o marcu, jaki uwazam za znaczacy - bylaby to krociutka, niespelna dwustronicowa nowelka pt. 'Przeniesienie', ktorej akcja toczy sie w jakims dolnoslaskim miasteczku. Nie ma jej w antologiach, drukowano ja jeden jedyny raz w 'Kulturze' [KULTURA, Paryz, #3/270, 1970]. Jej autorem, wystepujacym pod pseudonimem 'Seweryn Kwarc', byl znany prozaik Marek Nowakowski. W tych paru skromniutkich akapitach, w ktorych nie uswiadczysz Warszawy, ambasad i Palacu Mostowskich, znalazlem moc prawdy o marcu. Nie bylo to moje wlasne doswiadczenie, ale nie stalo sie przez to mniej cennej i na pewno nie mniej prawdziwe.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 22 Aug 1998 00:59:33 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Kilka uwag o 'Marcowych Migdalach' Radoslawa Piwowarskiego.
Basia pisze:
BJ> Przypomina mi sie moja rozmowa z moja najserdecz- BJ> niejsza przyjaciolka w Polsce, dwa lata temu, BJ> podczas mojej pierwszej wizyty po latach. Mysmy BJ> tez cierpieli - powiedziala. i my tez opuszczalismy BJ> nasz kraj, bez pieniedzy i bez perspektyw. Zgadza BJ> sie, - odpowiedzialam, ale roznica w tym, ze wy BJ> wyjezdzaliscie dobrowolnie. [--]
To jest, Basiu, blyskotliwie powiedziane - tyle, ze nie calkiem prawdziwe.
Po wprowadzeniu stanu wojennego emigrowaly z Polski tysiace ludzi. Wielu - bardzo wielu - z nich wyjezdzalo pod ogromna, bezposrednia presja aparatu bezpieczenstwa, nierzadko wprost z internowania. Wyjezdzali wyrzuceni z pracy, bez srodkow utrzymania, w srodku nocy czarniejszej od marcowej, przesladowani, bici i wiezieni. Wyjezdzali wprawdzie jako obywatele polscy, ale z paszportami emigracyjnymi i biletem w jedna strone. Kiedy juz zamieszkali w nowym kraju i jakas tragedia zmuszala ich do tzw. losowego wyjazdu do Polski - pogrzeb, choroba - polskie placowki konsularne odmawialy udzielenia prawa wjazdu do Polski, jesli nie zrzekna sie polskiego obywatelstwa. Dobrowolnie, powiadasz?
Do Solidarnosci od poczatku mialem stosunek nieco ambiwalentny. Niby rozumialem i nawet jakos tam odczuwalem wielkosc tego zrywu - ale msze polowe co kwadrans i na kazdym rogu (Julek wie) nie byly moim obrzadkiem. Od dawna interesuje sie historia wspolczesna i intelektualistow, pelznacych na kleczkach ku swiatlemu przewodnictwu klasy robotniczej przerabialem juz przedtem. Nie szkodzi, ze pelzali pod innym sztandarem.
Stan wojenny tez bardziej rozumialem niz przezylem. Widzialem w CNN te czolgi i transportery opancerzone, wyaresztowano przyjaciol, New York Times podawal liste nazwisk. 'Straszne' - mowilismy - 'soldateska'. Ale gdzies tam w glebi czulem, ze to nie jest naprawde m o j e. Moj byl marzec, cezura i przelom mojego zycia, z jakimi nic innego nie moglo sie rownac. Bylo mi, mowiac szczerze, obojetne, ze z o b i e k t y w n e g o punktu widzenia, grudzien 1981 byl tragedia o rzad wielkosci znaczniejsza. Marzec mi wystarczal i wszystkie inne miesiace mierzylem wlasnie ta skala mojego prywatnego doswiadczenia.
Pisze to, Basiu, bo rozumiem Twoje slowa i Twoja reakcje. Sam czuje podobnie. Ale to nie sa prawdziwe slowa, bo w Polsce w ciagu piecdziesieciu lat wladzy komunistycznej dokonalo sie wiele tragedii i marzec, o czym staram sie pamietac, byl tylko jedna z owych tragedii. Wyjezdzalem latem 1969, czujac sie kombatantem marca: mialem za soba wiece, ulotki, areszty, strajki. Demonstrowalem. W niespelna poltora roku pozniej ta sama wladza strzelala do innych demonstrantow z helikopterow z broni maszynowej. Wypedzenie Zydow z Polski bylo aktem hanby (mam nieco inna wizje 'zgody narodowej' w Marcu niz Lucek i Leon R.), ale - toutes proportions gardees. Nie mielismy - ani teraz, ani nigdy w historii - monopolu na krzywde.
Serdecznosci,
Henryk D.
Wyjezdzam na tydzien i nie bedzie mnie w swietlicy, wiec jesli ktos chce na mnie nakrzyczec, prosze poslac kopie listu bezposrednio do mojej skrzynki.
H.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 24 Aug 1998 07:05:30 -0600
From: Alexander Sharon <sharona@XXXXXXXXX.COM>
Subject: Re: Kilka uwag o 'Marcowych Migdalach' Radoslawa Piwowarskiego.
Henry Dasko wrote:
HD> Dobrowolnie, powiadasz? HD> Wypedzenie Zydow z Polski bylo aktem hanby (mam HD> nieco inna wizje 'zgody narodowej' w Marcu niz HD> Lucek i Leon R.), ale - toutes proportions HD> gardees. Nie mielismy - ani teraz, ani nigdy HD> w historii - monopolu na krzywde.
Serwus Szanowni,
Dawno sie nam nie gaworzylo.
Chciale uzupelnic artykul Henia moja obserwacja o sytuacji Polakow pozostalych w Toronto w wyniku wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
Przypadkowo zetknalem sie z tragedia Polakow z okresu wprowadzenia stanu wojennego.
Bylo to juz 12 lat po naszym wyjezdzie z polski. jezeli podczas pobytu w Izraelu, sluchalo sie na poczatku jeszcze Polskiego Radia na dlugich falach, albo pzrywiezionych z Polski tasm czy plyt, albo zaskawalo czsami sie do ksiegarni Pana Neusteina w piwnicy na Allenby, to po wyjezdzie do RPA nie mialem juz stycznosci z Polska. Nie wiedzialem nawet, jak sie wymawia prawidlowo nazwiska Woytyla czy Walesa.
W Toronto w koncu 1981 roku mieszkalo sporo Polakow (ponoc >200 tysiecy osob), byla nawet (i istnieje wciaz nadal polska dzielnica przy zbiegu King i Queen Streets), gdzie bylo kilka knajp, kosciol, i kielbasiarnie. O stanie wojennym wiedzialem malo, oprocz TV migawek i sporadycznych rozmow z nowo zapoznanymi Polakami, martwiacymi sie o swoje rodziny w Polsce, nie przyjmowalem tej sytucji zbyt powaznie, bo wlasciwie nie rozumialem. Gdzies poznia jesienia roku '82 roku zostalem wciagniety w srodowisko Polakow, ktorzy pozostali w Kanadzie w wyniku wydarzen w Polsce. Moj przyjaciel Polak zaproponowal mi w ramach pracy spolecznej pomoc pozostalym Polakom - nauki wprowadzania w realia Kanady. Polski Zwiazek Iinzynierow i Technikow w Toronto zorganizowal niedzielna szkolke, doksztalcajaca bezrobotnych ludzi. Rok 82 byl okresem kryzysowym w Kanadzie, brak pracy na rynku byl dotkliwym przezyciem dla miejscowych, a tym bardziej dla imigrantow, ktorzy nie mogli zaczepic sie o byle prace.
Z ciekawosci poszedlem na pierwsze spotkanie, ktorev okazalo sie jednoczesnie moim pierwszym wykladem, na ktory nie bylem nalezycie przygotowany. Okazalo sie, ze dzieki wstawiennictwu Prezydenta Stanow i premier-ministra Kanady, przy wspolpracy z Papiezem i wydatnej pomocy Polonii, wszyscy Polacy pzrebywajacy w tym okresie w US i Kanadzie na wycieczkach, studiach i tp. wizach tymczasowych, otrzymali zezwolenie na pobyt staly (statusy green cards i landed immigrant). Pzrepiekna okazaloby sie perspektywa stalego pobytu, byla jednak tragedia dla biednych ludzi, nie wiedzacych co poczac, gdyz nie byli pzrygotowani na taka sytuacje.
W Polsce pozostaly najblizsze rodziny: zony, mezowie, dzieci, narzeczeni i rodzice. Krotkoterminowy wyjazd do Ameryki na zarobek lub odwiedziny rodzin, nagle pzrerodzil sie w dobrodziejska pulapke - co zrobic? Pozostanie za granica wiazalo sie z dlugoletnim oderwaniem od najblizszych w Polsce, szykanami ich rodzin ze stron wladz. A do tego wszystkiego, brak bylo jakiekolwiek pracy w Kanadzie. A tych ludzi bylo sporo. Wiem, ze rzesza inzynierow i technikow polskich pozostalych tylko w Toronto siegala liczby 3 tysiecy. O inych zawodach czy bez zawodu ludzi nie mam pojecia.
A wiec solidaryzuje sie z wypowedzia Henka. Nasza marcowa tragedia byla nasza prywatna tragedia. Polacy mieli swoja. Jak to bylko u Tolstoja w "Annie Kareninej": "Wszystkie szczesliwe rodziny sa podobne do siebie, kazda zas nieszczesliwa rodzina jest nieszczesliwa na swoj wlasciwy sposob".
Do uslyszenia
Sasza
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : Wrzesien 1998