Epistochronologia  •  EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Wczesniej : Wrzesien 1998

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date:        Wed, 7 Oct 1998 15:10:08 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject:      Re: Benjamin Wilkomirski (Rosenfeld) (fwd)

Krysia Maliniak, o prawdzie i nieprawdzie:

KM>    Mnie sie zdaje, ze to juz jest dosc dobrze
KM>    udokumentowane, ze Bruno Doessekker napisal
KM>    "Fragments" pod pseudonimem Binjamin (nie
KM>    Benjamin) Wilkomirski. Pytanie jest, czy to
KM>    musi byc nazwane klamstwem, nawet, jezeli
KM>    autor nigdy tego nie przezyl, zwlaszcza
KM>    jesli on wierzyl, ze to sobie "przypomnial?
KM>    Ja mysle, ze nie.

A ja mysle, Krysiu, ze tak. Ksiazka, ktora pojawia sie na polkach jako literatura faktu (non-fiction) - a tak, jak mi sie zdaje, prezentowano ksiazke Binjamina W. - a nastepnie okazuje sie nieprawdziwa jest wlasnie tym - klamstwem. Literatura faktu zajmuje sie zdarzeniami, ktore mialy miejsce. Tym, co zaszlo w czyjejs wyobrazni zajmuje sie literatura piekna, czyli beletrystyka.

Pisarze czesto tasuja dowolnie elementy swojej biografii we wlasnych ksiazkach - Philip Roth, Saul Bellow, Jerzy Kosinski, Marek Hlasko - ale wszystkie te ksiazki wychodza jako "fiction". Inaczej byc nie moze, szczegolnie kiedy chodzi o losy Zydow w czasie II wojny. Smutne losy Jerzego Kosinskiego dowiodly jak bardzo niechetnym okiem swiat patrzy na Münchhausenow Holocaustu.

Inne pytanie to kwestia odpowiedzialnosci za mit Wilkomirskiego, czyli rola jego psychoanalityka i terapeuty. Przed dwoma czy trzema laty czytalem znakomity tekst na ten temat ["The Revenge of the Repressed: Part II", Dec. 1st, 1994]New York Review of Books, piora Fredericka Crewsa. Byl to bardzo ostry atak na propagatorow tego, co w Ameryce nazywa sie "false memory syndrom" - kobiety, przypominajace sobie, ze kiedy byly w kolysce, tatus z kolegami wyprawiali z nimi takie rzeczy, ze nawet wzmiankowanemu Kosinskiemu nie przyszloby to do glowy. Takich wypadkow jest wiele, wszystkie bez wyjatku tragiczne. W najlepszym wypadku konczyly sie rodzinna tragedia, w najgorszym - sledztwem, procesem i wiezieniem niewinnych ludzi.

W Kanadzie bylo to mniej rozpowszechnione, ale i tu pamietam proces, o ktorym przez kilka lat czytalem w gazetach - wlascicieli zlobka czy przedszkola, oskarzonych o satanizm, kanibalizm etc. Groza.

Julek, co powiesz?

Henryk D.

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Fri, 9 Oct 1998 06:46:33 -0400
From: "hdasko" <hdasko@total.net>
Subject: Czasopisma literackie

LF>    Apropos, czy mialbys ochote i mozliwosc
LF>    napisac mi (czy ew. na ExLibris) krotki
LF>    inwentarz znaczacych polskich czasopism
LF>    literackich wraz z rekomendacja ktore
LF>    czytac [or else]?

Lucek, ja w tej chwili prawie nic z Polski nie czytam, a juz najmniej - czasopisma literackie. Prenumeruje TworczoscPolityke. Cenie KresyOdre, chociaz przynudzaja. Czytam dokladnie i uwaznie New York Review [of Books], wyrywkowo New YorkerVanity Fair, nieregularnie Commentary. Do tego niedzielny New York Times (ostatnio skasowalem prenumerate), pisma informacyjne (Time) i zawodowe, ale tych ostatnich jak najmniej. Jesli mam okazje - czytam weekendowa http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif Gazete Wyborcza, wlasnie zalatwiam sobie lokalna prenumerate, z czym sa pewne problemy. Dziennik lokalny plus jeden miesiecznik. Strasznie duzo, za duzo. Gdybym mial zatrzymac jedno pismo w kazdym jezyku - New York Review plus Polityka.

Staram sie troche czytac nowa proze, ktora dwa razy w roku kupuje. Teraz Agata przywiezie mi te nagrodzone ksiazki, tj Bronka Swiderskiego (kolega) i Libere. Nie wszystko czytam (np. Jerzego Pilcha), ale przegladam, zeby miec pojecie. Stoi na polce i w razie czego mam niezly wzglad we wspolczesna proze, o ktorej nota bene mam raczej niska opinie. Nie moge sie tylko wciagnac w Olge Tokarczuk, chociaz wszyscy sie zachwycaja. Ale w ogole do prozy mam malo cierpliwosci, czytam wiecej literatury faktu.

Coraz mniej mam tez czasu na Web i z zalem rozstaje sie powoli z naszymi przyjaciolmi w swietlicy. Nie planuje rozwodu, ale nie moge poswiecac temu tyle czasu, chociaz listy pisze szybko (wszystko inne strasznie wolno).

Po tym przydlugim wstepie: wychodzi ich kilka czy kilkanascie, glownie regionalnych, wiele efemeryd. Zasieg znikomy, nic o swiezosci wczesnego XL. Ale dodatki do dziennikow przejely w znacznym stopniu te role, dlatego chce zaprenumerowac http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW.

Serdecznosci, H.

PS. Zulawski mial wczoraj pokaz wczesnego filmu "Trzecia czesc nocy" z poczatkow lat 70-tych. Malo ogladam, poza filmami dla dzieci, wiec nie czuje sie kompetentny do komentowania, zreszta juz kiedys to widzialem. Przy okazji odpowiadal - inteligentnie i blyskotliwie - na pare pytan widowni, dotyczacych raczej dzisiejszej Polski. Dzis wieczor ma spotkanie, jesli bedzie ciekawe, napisze Ci obszerniej.

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date:        Thu, 15 Oct 1998 23:26:10 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject:      Re: 50-ciolecie Szkoly Filmowej,

Leon R, o liscie Andrzeja i Szkole Filmowej:

LR>    Sprawa niewatpliwie skandaliczna. Ciekaw jestem,
LR>    czy wogole wymienieni beda wszyscy poszkodowani
LR>    przez filmowke przed trzydziestu laty.

Tam poszkodowani byli nie studenci, bo o ile pamietam (Andrzej, popraw, jesli sie myle) w Filmowce nie podjeto przeciwko nim zadnych krokow. Nie bylo dyscyplinarek, zawieszania, relegowania, branki etc. Spacyfikowano natomiast, zapewne w stopniu wyzszym niz na jakiejkolwiek innej uczelni, kadre naukowa. Wyrzuono rektora, prof. Jerzego Toeplitza, i prorektora Waydowicza, co nigdzie indziej nie mialo miejsca. Przegoniono znaczna grupe wykladowcow-Zydow, zarowno etatowych jak i nie: Forberta, Bossaka, Wohla, Jakubowska i wielu innych. Nie wiesz. Andrzej, czy ich na obchody zaproszono?

Henryk D.

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 17 Oct 1998 09:36:14 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Let my Pollard go !/Kot Jelenski

Leon I do Edka III:

> [...] Natomiast jesli chodzi natomiast o rzekoma
> "zydowska konspiracje" to chyba sam znasz w Polsce
> Zydow, ktorzy sie do swego pochodzenia nie przyznaja.
> Jest to ich sprawa ale kazdy taki pojedynczy przypadek
> "pomaga" antysemitom utwierdzac ich wiare w konspire.
> Problem jest w wierze antysemitow w negatywne wplywy
> Zydow w Polsce. W koncu zgodzisz sie chyba, ze sporo
> Zydow ukrywa w Polsce swoje pochodzenie. Czy z powodu,
> ze antysemitom sie to nie podoba, Ty to zjawisko
> popierasz? Jesli antysemicki meteorolog zapowiada
> deszcze, czy Ty wychodzisz z domu bez parasola?
> To ze Hitler byl jaroszem nie powinno przeszkadzac
> innym trawozercom w obywaniu sie bez miesa...

Powiedzialbym, ze to, czy ktos sie przyznaje do zydostwa czy nie jest dla antysemitow bez znaczenia. Istnieje znakomity tekst o antysemityzmie piora Konstantego Jelenskiego, emigracyjnego eseisty, pisany z okazji marca 68, z ktorego cytuje:

"Polacy nie wystepowali przeciwko Zydom ‘dlatego, ze
sa Zydami’, ale dlatego, ze Zydzi sa brudni , chciwi ,
klamia , maja pejsy , mowia zargonem , nie chca sie
asymilowac , a takze dlatego, ze sie asymiluja , przestaja
mowic zargonem , sa elegancko ubrani , chca byc
Polakami . Dlatego, ze sa niekulturalni , i dlatego, ze
sa za bardzo kulturalni . Dlatego, ze sa przesadni ,
zacofani  i ciemni , i dlatego, ze sa piekielnie zdolni ,
postepowi  i ambitni . Dlatego, ze maja dlugie garbate
nosy , i dlatego, ze nieraz nie mozna ich odroznic od
‘czystych Polakow’ . Dlatego, ze ukrzyzowali Chrystusa ,
ze praktykuja uboj rytualny  i slecza nad Talmudem ;
i dlatego, ze wzgardzili wlasna religia  i sa ateistami .
Dlatego, ze sa chuderlawi , chorowici , wrodzone
ofermy i ofiary , i dlatego, ze sa wysportowani , maja
bojowki  i ‘chucpe’ . Dlatego, ze sa bankierami 
i kapitalistami , i dlatego, ze sa komunistami  i agi-
tatorami . W zadnym wypadku dlatego, ze sa Zydami."

To sa niezwykle slowa, tym bardziej, ze pisane przez potomka polskich rodow szlacheckich o wielowiekowej tradycji i czlonka rzadzacej kasty, wychowanego w latach trzydziestych. Kot Jelenski byl synem polskiego dyplomaty-alkoholika i znanej pieknosci warszawskiej. Uporczywa plotka glosila, ze jego prawdziwym ojcem byl kochanek matki, wloski minister spraw zagranicznych, hrabia Carlo Sforza. Cala rodzine cechowaly silne tendencje lewicujace.

Jelenski chodzil do warszawskiego gimnazjum Batorego, gdzie jego najblizszym przyjacielem byl Zyd, bojkotowany przez wiekszosc klasy. Stajac w jego obronie, Jelenski i pozniejszy poeta Krzysztof Kamil Baczynski popadli w ostry konflikt z wiekszoscia uczniow. W podchorazowce kawalerii w 1939 roku popelnil samobojstwo kolejny przyjaciel Jelenskiego, rowniez Zyd, syn oficera legionowego, zaszczuty przez narodowcow.

Jelenski walczyl w polskich silach zbrojnych na Zachodzie i byl jednym z wspoltworcow paryskiej "Kultury". Po wojnie mieszkal w Paryzu ze slynna malarka-surrealistka Leonor Fini i nalezal do swiata antykomunistycznej lewicy intelektualnej, w znacznym stopniu ksztaltujacej kierunki filozofii europejskiej. Byl czlowiekiem ze skrzyzowania kultur, pisal swobodnie w kilku jezykach i czul sie w domu wlasciwie wszedzie na swiecie. Propaganda komunistyczna nienawidzila go zarliwie i z reguly pisywano o nim per "stary agent CIA". Bralo sie to po czesci z tego, ze Jelenski zawiadywal rozmaitymi funduszami, z ktorych czesc szla na rozwoj niezaleznej mysli w krajach komunistycznych.

Jelenski byl homoseksualista. Niezyjacy juz warszawski krytyk i eseista Roman Zimand twierdzil, ze nie bylo to bez wplywu na jego niezwykle poczucie solidarnosci z przesladowanymi Zydami.

Henryk D.

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 17 Oct 1998 14:34:26 EDT
From: Majka Krakowski <majka.ek@XXXX.COM>
Subject: Z pola bitwy... czyli jubileusz PWSTiF

Moi drodzy,

Wlasnie otrzymalem raport z o[b]chodow. List najwyrazniej odniosl skutek, bo wzmianki o '68 zostaly wlaczone do oficjalnych obchodow, a o to mi glownie chodzilo.

A co do tego kogo z ciala pedagogicznego usunieto i skad, to sprawa jest bardziej skomplikowana niz by sie wydawala. Mowi sie ze Toeplitz byl ofiara marca... Prawda jest ze juz rok wczesniej Toeplitz wyjechal na wyklady do Australii. Wrocil do Polski i w marcu owszem byl w Polsce, gdyz przyjechal na zebranie Senatu PWSTiF, ale juz rok wczesniej wiedzielismy, ze Toeplitz odchodzi ze stanowiska Rektora, gdyz ma 5-cioletni kontrakt w Sydney. Tak, ze odejscie Toeplitza ze szkoly, tak naprawde ma niewiele wspolnego z marcem. Natomiast prawda jest, ze usuniecie go z funkcji dyrektora Instytutu Sztuki w PANie, jest definitywnie efektem wypadkow marcowych. Bossak po marcu, ale nie w wyniku marca, przestal byc dziekanem rezyserii, glownie dlatego ze podobnie jak Toeplitz, mial roczny kontrakt do szkoly filmowej w Kopenhadze. Zdjecie go z pozycji szefa Kroniki bylo chyba bardziej zwiazane z marcem '68, ale zespolu mu nie zabrano jeszcze jakis czas. Bossak, to w ogole przedziwna postac — ale nie bede Was tym zanudzal, chyba ze kogos to naprawde interesuje.

Ze stanowisk pro-Rektorow odeszli Stanislaw Wohl i Roman Wajdowicz. I znowu, Wohl mial kontrakt do Hollywood, gdzie organizowal the American Film Institute. Zespolu mu tez nie zabrano. Jedyna ofiara marca byl Wajdowicz. Przestal byc pro-Rektorem ale w szkole pozostal jeszcze jakis czas jako profesor (do emerytury). Problemem Wajdowicza bylo to ze byl on dosyc bezbarwnym biurokrata, majacym niewiele wspolnego ze sztuka filmowa. Byl teoretykiem akustykiem. I mam wrazenie, ze podobnie jak w okresie stalinowskim, gdy przyszlo polecenie przemianownia glownej ulicy w Lodzi na ulice Stalina, ktos wpadl na dobry pomysl i przemianowal ulice Glowna, ktora byla tak naprawde dosyc podrzedna, a Piotrkowska pozostala Piotrkowska. Wiem ze w marcu zadano glow, wiec wybrano glowe najmniej wazna w tym wszystkim...

Forbert (Adolf), Jakubowska, Morgenstern i Kluba, dalej pozostali wykladowcami, nikt ich nigdzie nie przegonil. Z tej calej grupy zyja jeszcze Morgenstern i Kluba. Jakubowska umarla pare miesiecy temu. Kluba zrobil zreszta blyskawiczna kariere. Gdy Bossak wyjechal do Kopenhagi, na jego miejsce przyszedl dotychczasowy dziekan wydz. operatorskiego Jerzy Mierzejewski (sam urok) a pro-dziekanem zostal Henryk Kluba. Dzisiaj jest Rektorem trzeciej lub czwartej kadencji. Zebranie Senatu szkoly odbywalo sie zazwyczaj pod koniec kwietnia lub na poczatku maja— wtedy i tam zazwyczaj odbywaly sie przetasowania osobowe. W 1968 bylo to samo, tyle ze w tej calej zawierusze, wiele rzeczy od siebie niezaleznych zlalo sie w jedna calosc.

Pozdrawiam.

Andrzej

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 17 Oct 1998 15:37:21 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Z pola bitwy... czyli jubileusz PWSTiF

Andrzej, o Filmowce w Marcu:

Andrzej, ja sie nie czuje kompetentny do polemizowania z Toba na ten temat, wiec tylko niesmialo zacytuje z reguly dobrze udokumentowana ksiazke Eislera:

"W Lodzi niemal rozbito Wyzsza Szkole Teatralna i Filmowa, gdzie rektora prof. Jerzego Toeplitza oraz prorektora prof. Romana Waydowicza uznano winnymi 'solidaryzowania sie z mlodzieza studencka' i usunieto ze stanowisk."

Waydowicza wywalili za zydostwo, a nie za marna akustyke. Wohla zdjeto za to samo, a nie za roczny kontrakt - correct me if I am wrong, ale takie kontrakty byly na porzadku dziennym i normalnie udzielano urlopu naukowego. Bossak i Jakubowska mowili publicznie, ze usunieto ich ze szkoly po marcu. Trudno mi uwierzyc, zeby mowili nieprawde. Poza tym, Andrzej, jesli istotnie w Filmowce bylo tak dobrze jak opisujesz - nie tknieto ani studentow, ani ciala - nalezaloby im raczej gratulowac niz upominac sie o zapomniane ofiary...

Sedecznosci, Henryk

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sun, 18 Oct 1998 05:49:18 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Let my Pollard go !/Kot Jelenski

Leon R., o antysemitach i Kocie Jelenskim:

LR>    Antysemici lubia cytowac Zydow (przewaznie
LR>    przekrecajac ale nie zawsze) dla poparcia
LR>    swoich niedorzecznych argumentow. Do tego
LR>    potrzebuja tych ukrytych i tych odkrytych.
LR>    Jak mozesz napisac, ze to bez znaczenia?
LR>    Przeciez to jeden z filarow ich wiary!

Ja sie, Leon, raczej zgadzam z Jelenskim. Julek B. opisywal tu kiedys smutna historie ze swoich mlodzienczych lat: jechal pociagiem, a jakis facet wpatrywal sie w niego w milczeniu i uporczywie. Pociag stanal, facet strzelil Jula w leb i bez slowa wysiadl. Julo twierdzi, ze uczynil to z nienawisci do Zydow. Julo jest i byl Zydem calkowicie j a w n y m, czemu moge przyswiadczyc. Natura obdarzyla go jednak aparycja wyraznie neutralna, pozostawiajaca watpliwosci nawet wytrawnemu szmalcownikowi: jest? nie jest?

Z jakich przeto pozycji facet dokonal napasci na Jula? Jedyna odpowiedz - z pozycji dwojakich, jako na Zyda tajnego i jawnego zarazem. A to, Leon, przyswiadcza dokladnie tezom Jelenskiego, c.b.d.o.

Serdecznosci, Henryk

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sun, 18 Oct 1998 08:44:38 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Reklama...

... jest dzwignia handlu. Administracja pisze:

Swego czasu w prywatnej rozmowie zasugerowalem komus z naszego politbiura, ze mozna przypominac o placeniu skladek poprzez podwieszenie odpowiedniego ogonka do kazdego listu zamieszczanego w swietlicy. Pomysl przyjeto. W najbardziej koszmarnych snach nie moglem przewidziec, ze administracja swietlicy rozochoci sie az tak bardzo.

Przez kilkanascie tygodni skladano nam wiec serdeczne zyczenia noworoczne w imieniu wladz, nie baczac na to, ze za pasem byly juz zupelnie inne swieta ("Minal sierpien, minal wrzesien, juz pazdziernik i ta jesien" - spiewali Starsi Panowie). Teraz paredziesiat razy dziennie ogladam to samo zagadkowe haslo o "kampanii zbioru" i "fazie w toku", nadspodziewanie przypominajace jezyk wydzialu propagit z czasow poznego Bieruta. Podpis glosi "Administracja Reunion'68 on the Net", na wypadek gdyby komus sie zdawalo, ze czyta np. sciepe albo "Trybune Ludu".

Warszawa byla miastem ciemnosci. W sobotnie wieczory wystawalem pod sciana w TSKZ-cie, przygladajac sie z gorycza, jak Ewa H. wiruje w objeciach coraz to innego mezczyzny. Kiedy wychodzilem, nad glowa syczal mi upiorny, krwawy neon: UBEZPIECZ SIE NA ZYCIE W PZU. Byla to nieprawda, albowiem na zycie nie mozna sie ubezpieczyc, zycie, z definicji, jest i ma byc niespodzianka. Ewa nadal wiruje w cudzych objeciach, a ja, ogladajac po raz tysieczny te sama przywieszke, zastanawiam sie: jesli juz koniecznie musimy miec reklamy, to czy nie mozna tam powiesic fotografii naszych dziewczyn?

Henryk D.

To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 19 Oct 1998 14:52:35 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Nowaczynski i inni

Adam>    Leonie R, czy ten Neuwert ma oznaczac
Adam>    pochodzenie niemieckie w odroznieniu od
Adam>    zydowskiego? Bo jezeli tak, to sie mylisz:
Adam>    na polskosci Nowaczynskiego zapewne nie
Adam>    bylo skazy. To tylko zydowskie pochodzenie
Adam>    przeszkadza w Polsce w asymilacji, to asymi-
Adam>    lantom wypomna chocby i w trzecim pokoleniu,
Adam>    natomiast niemieckie, francuskie, wloskie,
Adam>    a moze nawet, o zgrozo, rosyjskie zawsze
Adam>    bylo akceptowane.

Adam trafil w sedno, zarowno w kwestii Nowaczynskiego jak i asymilantow.

Adolf Nowaczynski byl Polakiem. Pseudonim "Neuwert" pochodzi z okresu jego studiow w Monachium - Nowaczynski, jak cala inteligencja galicyjska, byl dwujezyczny. Jak student i poczatkujacy tworca obracal sie w srodowisku Stanislawa Przybyszewskiego, ktory pisal glownie po niemiecku, wiec niemiecki przydomek artystyczny w jego przypadku nie byl niczym dziwnym.

W latach dwudziestych i trzydziestych, w czasach nieprawdopodobnie wrecz nienawistnego antysemityzmu, uprawianego przez znaczna czesc polskiej krytyki literackiej, dyskusje prasowe zdegenerowaly sie do poziomu ulicznej, odrazajacej pyskowki. Slad tego zachowal sie w satyrycznych wierszach Tuwima, gdzie jednym z argumentow przeciw antysemitom jest zarzut ich wlasnej nieczystosci rasowej. Janusz Stradecki, monograf "Skamandra", pisze, ze "odpowiedzia na inwektywe byla inwektywa, a na podstawowy w tej polemice argument niearyjskiego pochodzenia typu "Zyd!" - odpowiedz "Sam Zyd!"." To chyba Slonimski pisal do Stanislawa Pienkowskiego, ktory mial po pochwie jakiegos zydowskiego przodka: "Strzez sie, bym nie rzekl, zes i ty obrzezek".

Nowaczynski, skadinad swietny krytyk i plodny dramatopisarz, byl jednym z czolowych eksponentow tej kampanii nienawisci, skierowanej przeciwko - tu Adam ma absolutna racje - wszystkim bez wyjatku tworcom zydowskiego pochodzenia piszacym po polsku. Z perspektywy czasu wyglada to tak, ze nacjonalistyczna krytyke polska ogarnal autentyczny lek przed zawlaszczeniem literatury narodowej - w kulturze polskiej swietosci najwyzszej - przez Zydow. Wiazalo sie to w znacznej mierze z sukcesem "Wiadomosci Literackich", w ktorych dominowaly glosy zasymilowanych elit inteligenckich polskich Zydow, od skamandrytow (Tuwima, Slonimskiego, Wittlina), po Irene Krzywicka, Wande Melcer, Bruno Winawera i wielu, wielu innych.

Pisano rzeczy straszne. Z jednakowa nienawiscia atakowano absolutnie wszystkich tworzacych po polsku Zydow, bez wzgledu na to, czy byl to Julian Tuwim, czy Leon Pasternak. Do poety Maurycego Szymla zwracano sie w prasie tak: "Panie Szymel, odejdz pan do stu tysiecy diablow od zasmiecania polskiej mowy i wez sie pan do jakiejs uczciwej pracy. A jesli taka pana nie neci, no to falszuj pan dolary, szmugluj pan z Niemiec sacharyne lub eksportuj pan zywy towar do Argentyny."

Czolowy krytyk, Zygmunt Wasilewski, opisywal to samo zjawisko nieco innym jezykiem: "Nie bylo kwestii zydowskiej, poki stosunki, nawet niezdrowe, ograniczaly sie strefa ekonomiczna; wyszla na jaw, gdy Polacy poczuli zydow w swoim centrum mozgowem. Pierwsze odruchy zaznaczyly sie na polu literackim." O Lesmianie, dzis uwazanym za najwybitniejszego polskiego poete dwudziestego wieku pisano, ze Zyd, "oczytany na literaturze naszej, pastwi sie zazwyczaj i kaleczy bolesnie jezyk polski."

Konstanty Ildefons Galczynski, bolesnie dotkniety tym, co odczuwal jako marginalizowanie jego talentu przez "Wiadomosci Literackie", pisal nastepujaca fraza w pamflecie "Do przyjaciol z Prosto z mostu": to oni... peiperogudlaje, wsze zyjace w cieniu polskiej szabli, alfonsi i sutenerzy poezji... W szprychy polskiego wozka lirycznego wetkneli swoje brzydkie parasole kupcow III-ej i XVII-ej gildii... wstrzymali na dlugie lata rozkrzew liryki krajowej... zepchneli ja, Euterpe, w cien swojej synagogi... zaplugawili ja fetorem swych lichych duszyczek i niepkojem swych malpich lapek... tylko slowa i talmudyczny, kabalistyczny kult slowa, straszacej izraelickiej czkawki... Na dnie waszej poezji (o ile godzi sie mowic o dnie kaluzy) nigdy nie bylo czlowieka..." I tak dalej.

Nowaczynski byl jednym z tworcow tej frazeologii. Doszukiwanie sie zydowskiego pochodzenia u matki Slowackiego, o czym wspomina Jozek (z wdzieczna nonszalancja dajac nam do zrozumienia, ze ma na polce komplet dziel Nowaczynskiego z zakladka na wlasciwej stronie, co nie calkiem odpowiada rzceczywistosci - Leon wie), otoz owo szukanie zydowskich korzeni u Slowackiego to czesc tej obsesji. Jednoczesnie Nowaczynski cenil literature tworzona w jidysz i na szczeblu osobistym wrecz szukal kontaktow z inteligencja zydowska, o czym chyba Leon wspominal. Piotr Kuncewicz, wspolczesny historyk literatury niespecjalnie rozmilowany w Zydach pisze, ze Nowaczynski "w ostatnich, okupacyjnych latach przemienil sie w plomiennego filosemite, co potwierdzaloby teze Sandauera o wymiennosci wzajemnej filo- i antysemityzmu."

Hanna Mortkowicz-Olczakowa, corka Jakuba Mortkowicza, znakomitego przedwojennego wydawcy poezji (popelnil samobojstwo po bankructwie firmy) pisze w pieknej ksiazce "Bunt wspomnien", ze w 1937 roku (w rok po ukazaniu cytowanego wyzej tekstu) odbyl sie w mieszkaniu Mortkowiczow wieczor poezji Galczynskiego, bez udzialu autora, ale w obecnosci Tuwima, Staffa, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Poezja wywarla na nich wielkie wrazenie - ale nastepnego dnia Mortkowiczowa odrzucila propozycje wydania wierszy Galczynskiego w znanej i cenionej serii "Pod znakiem poetow".

Przyjazn Mortkowicz-Olczakowej i Galczynskiego odnowila sie po wojnie: pisze ona, ze "w czestych spotkaniach i bliskiej zazylosci okazalo sie, jak pozorna byla ta obcosc czy nawet wrogosc ideowa, ktore przegradzaly niegdys nieprzebyta zdawaloby sie zapora nasze dwa swiaty." W 1950 roku, w szalenstwie rozjuszonego socrealizmu, atakowany za mieszczanstwo i formalizm Galczynski pojawil sie w mieszkaniu Olczakowej w krakowskim domu literatow na ulicy Krupniczej. Byl pijany. Olczakowa pisze:

" - Sluchaj - powiedzial ochryplym glosem. - Ty wiesz najlepiej. Ty przeciez pamietasz. Z tamtych czasow mlodosci. 'Ziemianskiej'. Kwadrygi. Powiedz. Przeciez ja nigdy nie bylem faszysta..."

Henryk D.

To: ExLibris@xxxx1.xxxx.xxx.pl
Date: Mon, 26 Oct 1998 07:22:53 -0500
From: "hdasko" <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] nudno, ale wesolo (?)

>>    Sejm poparl budowe Swiatyni Opatrznosci Bozej

>>    Sejm przyjal uchwale w sprawie budowy Swiatyni
>>    Opatrznosci Bozej na warszawskim Wilanowie. Budowla
>>    ma byc wotum dziekczynnym za odzyskanie przez
>>    Polske niepodleglosci w 1989 r. i jednoczesnie
>>    upamietniac 20 rocznice pontyfikatu Jana Pawla II.

Czy ktos moze mi wyjasnic, co to znaczy. Czy mam rozumiec, ze tzw. Panstwo wlozy reke do kieszeni, wyjmie pieniadze z budzetu i zaplaci za budowe swiatyni? Czy tez Panstwo jedynie przyklaskuje, aprobuje, zatwierdza etc. budowe, a fundusze pochodzic beda z innych zrodel?

Henryk Dasko

To: ExLibris@xxxx1.xxxx.xxx.pl
Date: Tue, 27 Oct 1998 15:09:27 -0500
From: "hdasko" <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] nudno, ale wesolo (?)

Aleksandra, o Swiatyni Opatrznosci Bozej:

AO>    Bez wzgledu na to skad beda pochodzic fundusze
AO>    na budowe... to proste "bicie piany" wydaje sie
AO>    byc sprzeczne z ustawa konstytucyjna o rozdziale
AO>    panstwa od religii. Sugeruje iz "wdziecznosc" za
AO>    niepodleglosc kraju jest przywilejem wylacznie
AO>    rzymsko-katolickim, sankcjonowanym przez uchwaly
AO>    sejmowe. Zle to wrozy na przyszlosc.

Tez tak mysle.

Henryk D.
EpistoChronologia  1967 
 1989 
 i   x   1990 
 ii   iii   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   1991 
 ii   iv   v   vii   viii   ix   xii   1992 
 i   ii   iii   iv   vii   ix   1993 
 iii   v   1994 
 i   v   ix   1995 
 iii   v   ix   xi   1996 
 v   viii   ix   x   xi   xii   1997 
 i   ii   iii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   xii   1998 
 i   ii   iii   vii   viii   ix   x   xi   xii   1999 
 i   ii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   2000 
 i   iii   iv   v   vi   ix   x   xi   xii   2001 
 ii   iii   viii   xi   xii   2002 
 xii   2003 
 iii   vi   v   vii   viii   ix   x   xii   2004 
 ii   iii   iv   vii   viii   ix   x   xi   2005 
 i   iii   iv   v   vii   ix   2006 
                                                                                          

EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Dalej : Listopad 1998