| |
Mini-recenzje pióra historyka Józefa Lewandowskiego.
|
| |
|
Pozostałe
teksty
i recenzje
Józefa
Lewandowskiego
|
Oto
następna pozycja półki z polskimi judaicami.
Józef
Lewandowski
|
| 13 IV 2001 |
300 lat wspomnień
#autor Włodzimierz
Sznarbachowski ANEKS Londyn 1997 |
#p01 Książka ciekawa, nie dlatego
że obejmuje 300 lat, bo owe sięganie
w przeszłość, wspominanie niewiadomego pochodzenia
Sznarbachów i Sznarbachowskich nie wiele wnosi do
dziejów polskich, ani do portretu autora. Jest może tylko
przyczynkiem do snobizmu na "dobre pochodzenie". Ciekawe
jest to, co Włodzimierz Sznarbachowski ma do powiedzenia
o sobie i swoim czasie. Dość zapomniany obecnie
Sznarbachowski w latach 30-ych ubiegłego
wieku był jednym z przywódców Obozu Narodowo-
Radykalnego (ONR) w jego najbardziej
pogromowej postaci czyli "Falangi". Przyjaciel Bolesława
Piaseckiego, był autorem wielu dokumentów programowych
ONR- Falangi. Czyli pogromowych.
#p02 Urodził
się w 1913 w Petersburgu, gdzie jego
ojciec był prosperującym adwokatem, liberałem, zaprzyjaźnionym nie
tylko z legendarnym Aleksandrem Lednickim, ale i z
żydowskimi kolegami.
#p03 W czasie
okupacji matka Sznarbachowskiego - jak on sam pisze -
przechowywała Żydów. Z domu więc orientacji politycznej więc
nie wyniósł. Co skłoniło młodego człowieka do związania się
z organizacją, będącą prawdę powiedziawszy - ekspozyturą
nazizmu w Polsce? Sznarbachowski nie daje na to odpowiedzi,
chyba że za takową uznamy stwierdzenie, że podczas studiów
w Warszawie zetknąwszy się z Piaseckim znalazł się pod
jego urokiem: "Coś mnie w nim tak ujęło, że chociaż nie
wiedziałem dokładnie, co głosił, powiedziałem sobie, że jest to
człowiek, do ktorego mogę mieć bezgraniczne
zaufanie"(s. 67). Związał się
z Piaseckim w 1932. Magnetyczna osobowość Piaseckiego -
twierdzi Sznarbachowski - w ogóle spowodowała akces do
ONR wielu młodych ludzi, warszawskich
studentów. #p04
(Później, w czasie wojny, przebywając we
Włoszech, znalazł się w otoczeniu Benedetto Croce.
I znowu: wpadł pod jego wpływ i odszedł od
ONR-u. Ostatecznie, gdy go poznałem
w Monachium, bodajże w 1978, był
socjalistą i pepesowcem, podobną metamorfozę przeszło
jeszcze kilku innych byłych oenerowców, zatrudnionych podówczas
w polskiej sekcji Radia Wolna Europa.
#p05
Wolno więc w tym widzieć nie tylko zmianę postawy, ale
i kalkulację życiową. Nota bene, przy okazji warto
przypomnieć, że Stefan Kisielewski dobrze znający Piaseckiego,
w "Sprzysiężeniu" opisuje go jako oślizgłego, natarczywego
i o drobnomieszczańskich manierach typa, od którego
trudno było się uwolnić. Ale widać nie wszyscy podzielali
zdanie Kisiela).
#p06 Sznarbachowski, tak twierdzi,
antysemitą nie był, ba, akurat wtedy, gdy nawiązał przyjaźń
z Piaseckim kochał się nawet w jakiejś Żydówce
o imieniu Miriam, po latach pisał do (chyba zgładzonej)
jakąś odę itd. W książce powołuje się nawet na jakieś
dalekie żydowskie powinowactwa. To, co napisał w tej
materii, można potraktować jako refren, powtarzający się
u wielu ludzi podobnej konduity. Np. w podobny
sposób w naszych czasach odżegnywał się od stempla
antysemityzmu Wiesław Chrzanowski.
#p07 Sentymenty do Miriam sentymentami,
a działalność polityczna swoją drogą. W pierwszym
swym artykule w Sztafecie Sznarbachowski pisał, jak należy,
że "Żydzi stworzyli socjalizm i komunizm [...] Żydzi
stworzyli kapitalizm i są kapitalistami - a więc komunizm,
socjalizm i kapitalizm są środkami do osiągniecia
żydowskiego panowania na świecie"(s. 73).
#p08 W książce znajdujemy duże
fragmenty publicystyki Sznarbachowskiego. Mimo, że od
ONR-u odszedł, to w książce przebija duma
z napisanego. O tym, że teksty przezeń napisane były
zachętą do mordowania, że mordercy z Jadwabnego, Wąsoszy,
Radziłowa na tych i takich tekstach byli wychowani i z
takich tekstów czerpali zachętę do działania - takich wniosków
na próżno byśmy szukali w książce. Pomińmy jednak opis
działalności w ONR - Sznarbachowski wspomina
szerzej tylko swą działalność publicystyczną, a ta strona
ONR jest w miarę dobrze opisana
w rozprawach historycznych. W działalności pogromowej
brał ponoć udział tylko jeden jedyny raz. Autor tu
i ówdzie krytykuje cynizm Piaeckiego
i ONR, ale nie własną działalność.
#p09 Powtórzmy: mimo późniejszej zmiany
sztandarow autor nie czuje wyrzutów z powodu działalności,
w wyniku której przeszedł do historii - jedyny wyrzut
sumienia za całe życie, to niezapłacenie jakiejś należności
goszczącym go włoskim chłopom. W sumie nic ciekawego.
|
| #p10 |
Ciekawe doprawdy są dwa wątki,
z jakichś względów unikane przez historyków,
a wprowadzone przez Sznarbachowskiego. Mam
na myśli - po pierwsze - więzie między
nazizmem a ONR, po drugie -
finansową bazę organizacji. |
| #p11 |
| |
To, że ONR stanowił polską odmianę
nazizmu, że powstał pod wrażeniem jego niemieckich sukcesów, że
aplikował jego ideologię do polskich warunków, jest koniec końców
truizmem. W swoim czasie pisano o tym otwarcie
i nagminnie, wystarczy sięgnąć do polskiej publicystyki lat
30-ych, zwłaszcza pepesowskiej.
#p12 Później, w PRL temat ten stał
się tabu, spadkobierca ONR czyli
PAX stał się częścią struktury totalitarnego
państwa, przypominanie spraw oczywistych zostało zakazane. "Bo
ONR-u spadkobiercą partia" - ideologiczna
konwergencja PZPR i ONR też
zmuszała do milczenia.
#p13 Na temat
powiązań z III Rzeszą Sznarbachowski "mówi
mało, ale mówi smacznie. "Mówi mało, ale chciałoby się, by
powiedział więcej" - tak pisał Babel o Beni Krzyku, herszcie
odeskich bandytów. Może Sznarbachowski chciał powiedzieć więcej,
ale nie powiedział. Może dlatego, że nikt nie postawił mu
odpowiednich pytań, choć rękopis chyba do nich prowokował.
Musimy więc zadowolić się tym, co napisał, dobre i to.
#p14 Wiadomo
więc, w dużej mierze dzięki wcześniejszym, fragmen- tarycznym
publikacjom Sznarbachowskiego, że w otoczeniu Piaseckiego
działali do 1939 dwaj agenci niemieccy, Brochwicz
i Cercha. Ten drugi krótko przed wojną popełnił morderstwo
rabunkowe i został na miejscu zbrodni zabity przez
ochroniarza Piaseckiego, który, żeby było śmieszniej,
z czasem okazał się agentem... sowieckim. Brochwicza
Piasecki tuż przed wybuchem wojny sam "nadał" policji. Nie jedyne
niemieckie kontakty, o których wie Sznarbachowski.
Należący też do oenerowskiej czołówki
Marian Reutt... był moim najbliższym przyjacielem po Bolesławie.
Po wrześniu Marian był przekonany, że trzeba zachować siły na
po wojnie, a nie tworzyć silne podziemie [...]. Przedwojenne
kontakty z oficerami niemieckimi, którzy powrócili
do Warszawy, jako specjaliści od spraw polskich, odnowił
pod okupacją. Marian zginął po Powstaniu Warszawskim,
rozstrzelany - raczej przypadkowo - przez Niemców
[s. 190]. #p15
#p16 [Od lat intryguje mnie zbieżność nazwiska
Reutta z egerią antysemicką w marcu
1968, Aliną tegoż nazwiska.
A także obfitość niemieckich nazwisk
w ONR. Ale to na marginesie].
#p17 Nota
bene, jak można sądzić z noszącego po części powieściowy,
lecz po części również i pamiętnikarski charakter
"Sprzysiężenia" Stefana Kisielewskiego, wiosną
1939, gdy ujawnione zostały niemieckie żądania
wobec Polski a policja wszczęła działania przeciw
niemieckiej agenturze w Polsce, Piasecki w obawie
przed aresztowaniem, przez jakiś czas ukrywał się, bodajże
właśnie u Kisielewskiego. Wyszedł z ukrycia, gdy
nadaŁ Brochwicza i w ten sposób "wykupił się".
#p18 Nie był
jednak konsekwentny. We wrześniu Niemcy zdobyli Warszawę,
Polska zeszła do podziemia. Co robi Piasecki zdaniem
Sznarbachowskiego? ...Piasecki postanowił zastosować swoją
ulubioną taktykę i przechytrzyć Wehrmacht. Dlatego
Bolesław szukał kontaktu z oficerami Wehrmachtu, aby
wytłumaczyć im, iż byłoby z punktu interesów niemieckich
rzeczą rozsądną znalezienie oparcia w jakiejś grupie
polskiej [...]. Wehrmacht zainteresował się propozycją
Piaseckiego. Tym bardziej, że już od pierwszych dni
października działała w Warszawie z autoryzacji
Wehrmachtu Narodowa Organizacja Radykalna Świetlickiego. [...]
Powołany przez Świetlickiego NOR był na rękę
zarówno Wehrmachtowi jak i Piaseckiemu [...] Współdziałanie
z Wehrmachtem miało być [...] nową formą urzeczywistnienia
dawnej zasady penetracji i sprzymierzania się z silnym
przeciwnikiem, aby zapewnić sobie w nowych warunkach
możliwość gry politycznej oraz spełnienia "misji" rządzenia
Polską i uczynienia jej wielką, imperialną.
#p19 Zauważmy, że autor konsekwentnie
używa terminu Wehrmacht dla określenia dykasterii, z którą
Piasecki utrzymywał kontakt.
#p20 Nazwisk
natomiast nie podaje żadnych, choć te byłyby tu nader ciekawe, bo
prawdę powiedziawszy do dziś nie wiadomo, jacy to oficerowie
niemieckiego wywiadu penetrowali Polskę przed wrześniem. Jeszcze
ciekawsze byłoby wyjaśnienie rozmaitości niemieckich programów dla
podbitej Polski. Z terminu Wehrmacht wynikałoby, że Piasecki
szukał kontaktu z ludźmi Abwehry, czyli Canarisa, ale
w biografiach tego ostatniego ani słowa by miał kontakty
z ONR. Nasuwa się podejrzenie, czy to raczej
nie Sicherheitsdienst (SD) Waltera Schellenberga
maczała palce, sześciokrotne powtórzenie rzeczownika Wehrmacht
w krótkim teście nasuwa podejrzenie, że mogła to być ta
właśnie dykasteria, ale to rzecz wykraczająca poza recenzję.
Faktem jest co innego: Piasecki uważał, że jego dotychczasowa
działalność i powiązania zadziałają i podczas okuapcji.
Sprytny Piasecki był jednak naiwny sądząc, że Niemcy zrezygnują
z odwetu za wydanie Brochwicza. Zresztą szybko zlikwidowali
i Świetlickiego, Hitler nie chciał mieć Quislinga
w Polsce. Nie będę tu opisywał odwetu za Brochwicza
i Cerchę, bo to są już tylko szczegóły. Natomiast frazesem
bez pokrycia jest wersja, że wszystko to miało służyć potędze
Polski. Raczej wygląda na to, że Piasecki i jego akolici
chcieli rządzić, niezależnie od warunków, również z ramienia
Hitlera. |
| #p21 |
Sprawa druga, finanse
ONR. Piasecki, pisze Sznarbachowski, lubiał żyć
dostatnio, życie spędzał w drogich lokalach
(s.130). Majątku nie miał. Działalność
i wydawnicza i organizacyjna ONR też
pochłaniała poważne sumy. Część funduszy pochodziła
z tego, co płacili zwolennicy hasła "Polska bez Żydów", ale
wątpliwe, by zaspakajali potrzeby. Przez pewien czas
ONR korzystał z funduszy państwowych, wtedy,
gdy szef OZN-u, płk Koc powierzył Piaseckiemu
kierownictwo Związku Młodzieży Polskiej, ale te się szybko
urwało ["...O wiele bardziej bolesne było znaczne pogorszenie
się sytuacji finansowej RNR po odcięciu funduszy
z ZMP" s. 161] Również
w tej sprawie autor uchyla rąbka, choć tylko rąbka. Czyni
to, gdy pisze o niejakim Igorze lub Ignacym Telachunie,
który dorobił się majątku w Argentynie, a po powrocie
do Polski wstąpił do R[uchu]
N[arodowo-] R[adykalnego]
i założył w Warszawie przy ul. Krochmalnej fikcyjne
biuro matrymonialne. Służyło ono jako przykrywka dla różnych
tranzakcji nielegalnych. Telechun, spokrewniony z Heleną
Kopciówną, narzeczoną [i pierwszą żoną] Piaseckiego, szybko
został jego doradcą finansowym i był jedyną osobą
orientującą się w finansach RNR.
(s. 176, podkreślenie moje).
#p22 |
| |
A więc kasę trzymał osobnik trudniący się
brudnymi interesami, nie wiemy, czy tylko w kraju, czy też
i w Argentynie. Dodajmy, że inkasentem, widocznie
z ramienia Telachuna, zresztą z nim ściśle powiazany,
również rodzinnie, był ów Cercha, niedość że morderca rabunkowy,
ale i agent Gestapo. A do prowadzenia interesów partii,
jak by to nie było politycznej, założono fikcyjną firmę, wyraźnie
po to, by sposób finansowania nie kompromitował
ONR-u. Wszystko to mocno powikłane. #p23
Być może nieco jasności
wprowadzi tu opowieść, którą słyszałem w latach
50-ych, czyli pół wieku temu, od pewnego pana,
który przed wojną był księgowym różnych firm żydowskich na
przysłowiowych Nalewkach i z tej racji wiedział dużo, co
działo się w mieście i co nie trafiało na łamy prasy.
Opowiadał mi, że do żydowskich firma zgłaszali się nie
ujawniający swych personalii osobnicy, żądający okupu, bo
w przeciwnym razie firma zostanie zdemaskowana jako
żydowska, bądź w pismach ONR, bądź
w bliskim ideowo "Merkuryuszu Polskim Ordynaryjnym".
W przypadkach, gdy nie sposób było straszyć zdemaskowaniem,
używano innego argumentu "nie do odparcia", że lokal
firmy zostanie zdemolowany.
#p24 Przedsiębiorcy płacili.
W wypadku odmowy wcielano groźby w życie.
I właśnie dlatego potrzebna była kryjąca wymuszanie
fikcyjna firma. Sam Sznarbachowski kiedyś brał udział
w wybijaniu okien w jakims dużym sklepie. Ponoć tylko
jeden jedyny raz, dziwił się, że policja choć nieczynna,
o wszystkim dobrze wiedziała.
#p25 Przyznaję, że przez długi czas
traktowałem relację o gangsterskiej stronie działalności
ONR z niedowierzaniem. Przecież nazwy
ONR-u czy Merkuryusza mogli używać zupełnie
niepolityczni bandyci, których pogróżek nikt nie zadał sobie
trudu sprawdzić. Jednak to, co pisze Sznarbachowski każe się
poważnie zastanowić nad zbieżnością między książką
a otrzymaną przed laty relacją.
#p26 Kilka
słow o dalszych losach autora. W czasie wojny udało mu
się szybko zbiec do Włoch. Tam - jak rzekłem - dostał się pod
wpływ idei liberalnych w otoczeniu Croce. Mieszkał
w Rzymie, działał w łączności Rządu RP
z krajem, jego świeża faszystowska przeszłość nie była plamą,
nie powodowała też bojkotu towarzyskiego, można sądzić, że to taka
niewielka polska specyfika wyższych sfer. Jego rola sprowadzała
się do szyfrowania poczty do kraju i z kraju. To co pisze
o szyfrach potwierdza moją ocenę, jaką umieściłem
w "Węźle stockholmskim."
#p27 Były
złe. Zabawne, że ani autor ani wydawnictwo nie odróżnia cyfr od
liczb. Chodzi o komplikowanie szyfrów przez dodawanie
cyfr, od 0 do 9. Wedle autora dodawano jednak cyfry
od 1 do 10, co jest absurdem i matematycznym
i praktycznym. Później został współpracownikiem Radia
Wolna Europa. Z tego czasu pochodzi dość enigmatyczna,
choć apetyczna notatka, którą cytuję w całości:
#p28
W czasie II Soboru Watykańskiego bywałem w Rzymie
jako korespondent RWE. Jest mało znane - bo oficjanie
takich rzeczy się nie mówi - że kiedy miano dyskutować na
Soborze skreślenie modłów za "perfidnych Żydów", kardynał
Wyszyński i polscy Ojcowie Soborowi zamierzali - ze
względów teologicznych - wystąpić przeciwko takiej zmianie.
Wtedy jeden z czołowych przywódców emigracji polskiej,
przybyły do Rzymu, przedstawił Prymasowi Tysiąclecia, jaki
fatalny wpływ na stosunek Żydów w świecie do Polski
i Polaków będzie miało takie wystąpienie na Soborze,
podsuwające jeszcze jeden argument świadczący
o "wrodzonym" antysemityźmie Polaków i katolicyzmu
polskiego. I rzeczywiście, kiedy sprawa wypłynęła na
plenum soborowym, żaden z biskupów polskich głosu nie
zabrał (s. 157).
#p29 Nazwisko
owego przywódcy emigracyjnego Sznarbachowski zachowuje
w tajemnicy, można jednak sądzić, że był to Jan Nowak-
Jeziorański, bo to i jego postawa i jego styl - zresztą
szef Sznarbachowskiego w RWE.
|
|