Mini-recenzje pióra historyka Józefa Lewandowskiego.

 

Lucjan Feldman (ed) 16ix2007 08:05     17 IV 2003

 Pozostałe
 teksty
 i recenzje
 Józefa
 Lewandowskiego
 


Oto następna pozycja półki z polskimi judaicami.

Józef Lewandowski


 13 IV 2001

300 lat wspomnień
 #autor Włodzimierz Sznarbachowski
ANEKS Londyn 1997

#p01
Książka ciekawa, nie dlatego że obejmuje 300 lat, bo owe sięganie w przeszłość, wspominanie niewiadomego pochodzenia Sznarbachów i Sznarbachowskich nie wiele wnosi do dziejów polskich, ani do portretu autora. Jest może tylko przyczynkiem do snobizmu na "dobre pochodzenie". Ciekawe jest to, co Włodzimierz Sznarbachowski ma do powiedzenia o sobie i swoim czasie. Dość zapomniany obecnie Sznarbachowski w latach 30-ych ubiegłego wieku był jednym z przywódców Obozu Narodowo- Radykalnego (ONR) w jego najbardziej pogromowej postaci czyli "Falangi". Przyjaciel Bolesława Piaseckiego, był autorem wielu dokumentów programowych ONR- Falangi. Czyli pogromowych.

#p02 Urodził się w 1913 w Petersburgu, gdzie jego ojciec był prosperującym adwokatem, liberałem, zaprzyjaźnionym nie tylko z legendarnym Aleksandrem Lednickim, ale i z żydowskimi kolegami.

#p03 W czasie okupacji matka Sznarbachowskiego - jak on sam pisze - przechowywała Żydów. Z domu więc orientacji politycznej więc nie wyniósł. Co skłoniło młodego człowieka do związania się z organizacją, będącą prawdę powiedziawszy - ekspozyturą nazizmu w Polsce? Sznarbachowski nie daje na to odpowiedzi, chyba że za takową uznamy stwierdzenie, że podczas studiów w Warszawie zetknąwszy się z Piaseckim znalazł się pod jego urokiem: "Coś mnie w nim tak ujęło, że chociaż nie wiedziałem dokładnie, co głosił, powiedziałem sobie, że jest to człowiek, do ktorego mogę mieć bezgraniczne zaufanie"(s. 67). Związał się z Piaseckim w 1932. Magnetyczna osobowość Piaseckiego - twierdzi Sznarbachowski - w ogóle spowodowała akces do ONR wielu młodych ludzi, warszawskich studentów. #p04

(Później, w czasie wojny, przebywając we Włoszech, znalazł się w otoczeniu Benedetto Croce. I znowu: wpadł pod jego wpływ i odszedł od ONR-u. Ostatecznie, gdy go poznałem w Monachium, bodajże w 1978, był socjalistą i pepesowcem, podobną metamorfozę przeszło jeszcze kilku innych byłych oenerowców, zatrudnionych podówczas w polskiej sekcji Radia Wolna Europa.
#p05 
Wolno więc w tym widzieć nie tylko zmianę postawy, ale i kalkulację życiową. Nota bene, przy okazji warto przypomnieć, że Stefan Kisielewski dobrze znający Piaseckiego, w "Sprzysiężeniu" opisuje go jako oślizgłego, natarczywego i o drobnomieszczańskich manierach typa, od którego trudno było się uwolnić. Ale widać nie wszyscy podzielali zdanie Kisiela).

#p06 Sznarbachowski, tak twierdzi, antysemitą nie był, ba, akurat wtedy, gdy nawiązał przyjaźń z Piaseckim kochał się nawet w jakiejś Żydówce o imieniu Miriam, po latach pisał do (chyba zgładzonej) jakąś odę itd. W książce powołuje się nawet na jakieś dalekie żydowskie powinowactwa. To, co napisał w tej materii, można potraktować jako refren, powtarzający się u wielu ludzi podobnej konduity. Np. w podobny sposób w naszych czasach odżegnywał się od stempla antysemityzmu Wiesław Chrzanowski.

#p07 Sentymenty do Miriam sentymentami, a działalność polityczna swoją drogą. W pierwszym swym artykule w Sztafecie Sznarbachowski pisał, jak należy, że "Żydzi stworzyli socjalizm i komunizm [...] Żydzi stworzyli kapitalizm i są kapitalistami - a więc komunizm, socjalizm i kapitalizm są środkami do osiągniecia żydowskiego panowania na świecie"(s. 73).

#p08 W książce znajdujemy duże fragmenty publicystyki Sznarbachowskiego. Mimo, że od ONR-u odszedł, to w książce przebija duma z napisanego. O tym, że teksty przezeń napisane były zachętą do mordowania, że mordercy z Jadwabnego, Wąsoszy, Radziłowa na tych i takich tekstach byli wychowani i z takich tekstów czerpali zachętę do działania - takich wniosków na próżno byśmy szukali w książce. Pomińmy jednak opis działalności w ONR - Sznarbachowski wspomina szerzej tylko swą działalność publicystyczną, a ta strona ONR jest w miarę dobrze opisana w rozprawach historycznych. W działalności pogromowej brał ponoć udział tylko jeden jedyny raz. Autor tu i ówdzie krytykuje cynizm Piaeckiego i ONR, ale nie własną działalność.

#p09 Powtórzmy: mimo późniejszej zmiany sztandarow autor nie czuje wyrzutów z powodu działalności, w wyniku której przeszedł do historii - jedyny wyrzut sumienia za całe życie, to niezapłacenie jakiejś należności goszczącym go włoskim chłopom. W sumie nic ciekawego.

 #p10
Ciekawe doprawdy są dwa wątki, z jakichś względów unikane przez historyków, a wprowadzone przez Sznarbachowskiego. Mam na myśli - po pierwsze - więzie między nazizmem a ONR, po drugie - finansową bazę organizacji.
#p11
  To, że ONR stanowił polską odmianę nazizmu, że powstał pod wrażeniem jego niemieckich sukcesów, że aplikował jego ideologię do polskich warunków, jest koniec końców truizmem. W swoim czasie pisano o tym otwarcie i nagminnie, wystarczy sięgnąć do polskiej publicystyki lat 30-ych, zwłaszcza pepesowskiej. 

#p12 Później, w PRL temat ten stał się tabu, spadkobierca ONR czyli PAX stał się częścią struktury totalitarnego państwa, przypominanie spraw oczywistych zostało zakazane. "Bo ONR-u spadkobiercą partia" - ideologiczna konwergencja PZPRONR też zmuszała do milczenia.

#p13 Na temat powiązań z III Rzeszą Sznarbachowski "mówi mało, ale mówi smacznie. "Mówi mało, ale chciałoby się, by powiedział więcej" - tak pisał Babel o Beni Krzyku, herszcie odeskich bandytów. Może Sznarbachowski chciał powiedzieć więcej, ale nie powiedział. Może dlatego, że nikt nie postawił mu odpowiednich pytań, choć rękopis chyba do nich prowokował. Musimy więc zadowolić się tym, co napisał, dobre i to.

#p14 Wiadomo więc, w dużej mierze dzięki wcześniejszym, fragmen- tarycznym publikacjom Sznarbachowskiego, że w otoczeniu Piaseckiego działali do 1939 dwaj agenci niemieccy, Brochwicz i Cercha. Ten drugi krótko przed wojną popełnił morderstwo rabunkowe i został na miejscu zbrodni zabity przez ochroniarza Piaseckiego, który, żeby było śmieszniej, z czasem okazał się agentem... sowieckim. Brochwicza Piasecki tuż przed wybuchem wojny sam "nadał" policji. Nie jedyne niemieckie kontakty, o których wie Sznarbachowski.

Należący też do oenerowskiej czołówki Marian Reutt... był moim najbliższym przyjacielem po Bolesławie. Po wrześniu Marian był przekonany, że trzeba zachować siły na po wojnie, a nie tworzyć silne podziemie [...]. Przedwojenne kontakty z oficerami niemieckimi, którzy powrócili do Warszawy, jako specjaliści od spraw polskich, odnowił pod okupacją. Marian zginął po Powstaniu Warszawskim, rozstrzelany - raczej przypadkowo - przez Niemców [s. 190]. #p15 

#p16[Od lat intryguje mnie zbieżność nazwiska Reutta z egerią antysemicką w marcu 1968, Aliną tegoż nazwiska. A także obfitość niemieckich nazwisk w ONR. Ale to na marginesie].

#p17 Nota bene, jak można sądzić z noszącego po części powieściowy, lecz po części również i pamiętnikarski charakter "Sprzysiężenia" Stefana Kisielewskiego, wiosną 1939, gdy ujawnione zostały niemieckie żądania wobec Polski a policja wszczęła działania przeciw niemieckiej agenturze w Polsce, Piasecki w obawie przed aresztowaniem, przez jakiś czas ukrywał się, bodajże właśnie u Kisielewskiego. Wyszedł z ukrycia, gdy nadaŁ Brochwicza i w ten sposób "wykupił się".

#p18 Nie był jednak konsekwentny. We wrześniu Niemcy zdobyli Warszawę, Polska zeszła do podziemia. Co robi Piasecki zdaniem Sznarbachowskiego? ...Piasecki postanowił zastosować swoją ulubioną taktykę i przechytrzyć Wehrmacht. Dlatego Bolesław szukał kontaktu z oficerami Wehrmachtu, aby wytłumaczyć im, iż byłoby z punktu interesów niemieckich rzeczą rozsądną znalezienie oparcia w jakiejś grupie polskiej [...]. Wehrmacht zainteresował się propozycją Piaseckiego. Tym bardziej, że już od pierwszych dni października działała w Warszawie z autoryzacji Wehrmachtu Narodowa Organizacja Radykalna Świetlickiego. [...] Powołany przez Świetlickiego NOR był na rękę zarówno Wehrmachtowi jak i Piaseckiemu [...] Współdziałanie z Wehrmachtem miało być [...] nową formą urzeczywistnienia dawnej zasady penetracji i sprzymierzania się z silnym przeciwnikiem, aby zapewnić sobie w nowych warunkach możliwość gry politycznej oraz spełnienia "misji" rządzenia Polską i uczynienia jej wielką, imperialną.

#p19 Zauważmy, że autor konsekwentnie używa terminu Wehrmacht dla określenia dykasterii, z którą Piasecki utrzymywał kontakt.

#p20 Nazwisk natomiast nie podaje żadnych, choć te byłyby tu nader ciekawe, bo prawdę powiedziawszy do dziś nie wiadomo, jacy to oficerowie niemieckiego wywiadu penetrowali Polskę przed wrześniem. Jeszcze ciekawsze byłoby wyjaśnienie rozmaitości niemieckich programów dla podbitej Polski. Z terminu Wehrmacht wynikałoby, że Piasecki szukał kontaktu z ludźmi Abwehry, czyli Canarisa, ale w biografiach tego ostatniego ani słowa by miał kontakty z ONR. Nasuwa się podejrzenie, czy to raczej nie Sicherheitsdienst (SD) Waltera Schellenberga maczała palce, sześciokrotne powtórzenie rzeczownika Wehrmacht w krótkim teście nasuwa podejrzenie, że mogła to być ta właśnie dykasteria, ale to rzecz wykraczająca poza recenzję. Faktem jest co innego: Piasecki uważał, że jego dotychczasowa działalność i powiązania zadziałają i podczas okuapcji. Sprytny Piasecki był jednak naiwny sądząc, że Niemcy zrezygnują z odwetu za wydanie Brochwicza. Zresztą szybko zlikwidowali i Świetlickiego, Hitler nie chciał mieć Quislinga w Polsce. Nie będę tu opisywał odwetu za Brochwicza i Cerchę, bo to są już tylko szczegóły. Natomiast frazesem bez pokrycia jest wersja, że wszystko to miało służyć potędze Polski. Raczej wygląda na to, że Piasecki i jego akolici chcieli rządzić, niezależnie od warunków, również z ramienia Hitlera.

 #p21
Sprawa druga, finanse ONR. Piasecki, pisze Sznarbachowski, lubiał żyć dostatnio, życie spędzał w drogich lokalach (s.130). Majątku nie miał. Działalność i wydawnicza i organizacyjna ONR też pochłaniała poważne sumy. Część funduszy pochodziła z tego, co płacili zwolennicy hasła "Polska bez Żydów", ale wątpliwe, by zaspakajali potrzeby. Przez pewien czas ONR korzystał z funduszy państwowych, wtedy, gdy szef OZN-u, płk Koc powierzył Piaseckiemu kierownictwo Związku Młodzieży Polskiej, ale te się szybko urwało ["...O wiele bardziej bolesne było znaczne pogorszenie się sytuacji finansowej RNR po odcięciu funduszy z ZMP" s. 161] Również w tej sprawie autor uchyla rąbka, choć tylko rąbka. Czyni to, gdy pisze o niejakim Igorze lub Ignacym Telachunie, który dorobił się majątku w Argentynie, a po powrocie do Polski wstąpił do R[uchu] N[arodowo-] R[adykalnego] i założył w Warszawie przy ul. Krochmalnej fikcyjne biuro matrymonialne. Służyło ono jako przykrywka dla różnych tranzakcji nielegalnych. Telechun, spokrewniony z Heleną Kopciówną, narzeczoną [i pierwszą żoną] Piaseckiego, szybko został jego doradcą finansowym i był jedyną osobą orientującą się w finansach RNR. (s. 176, podkreślenie moje). 
#p22 
  A więc kasę trzymał osobnik trudniący się brudnymi interesami, nie wiemy, czy tylko w kraju, czy też i w Argentynie. Dodajmy, że inkasentem, widocznie z ramienia Telachuna, zresztą z nim ściśle powiazany, również rodzinnie, był ów Cercha, niedość że morderca rabunkowy, ale i agent Gestapo. A do prowadzenia interesów partii, jak by to nie było politycznej, założono fikcyjną firmę, wyraźnie po to, by sposób finansowania nie kompromitował ONR-u. Wszystko to mocno powikłane. #p23 
Być może nieco jasności wprowadzi tu opowieść, którą słyszałem w latach 50-ych, czyli pół wieku temu, od pewnego pana, który przed wojną był księgowym różnych firm żydowskich na przysłowiowych Nalewkach i z tej racji wiedział dużo, co działo się w mieście i co nie trafiało na łamy prasy. Opowiadał mi, że do żydowskich firma zgłaszali się nie ujawniający swych personalii osobnicy, żądający okupu, bo w przeciwnym razie firma zostanie zdemaskowana jako żydowska, bądź w pismach ONR, bądź w bliskim ideowo "Merkuryuszu Polskim Ordynaryjnym". W przypadkach, gdy nie sposób było straszyć zdemaskowaniem, używano innego argumentu "nie do odparcia", że lokal firmy zostanie zdemolowany.

#p24 Przedsiębiorcy płacili. W wypadku odmowy wcielano groźby w życie. I właśnie dlatego potrzebna była kryjąca wymuszanie fikcyjna firma. Sam Sznarbachowski kiedyś brał udział w wybijaniu okien w jakims dużym sklepie. Ponoć tylko jeden jedyny raz, dziwił się, że policja choć nieczynna, o wszystkim dobrze wiedziała.

#p25 Przyznaję, że przez długi czas traktowałem relację o gangsterskiej stronie działalności ONR z niedowierzaniem. Przecież nazwy ONR-u czy Merkuryusza mogli używać zupełnie niepolityczni bandyci, których pogróżek nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić. Jednak to, co pisze Sznarbachowski każe się poważnie zastanowić nad zbieżnością między książką a otrzymaną przed laty relacją.

#p26 Kilka słow o dalszych losach autora. W czasie wojny udało mu się szybko zbiec do Włoch. Tam - jak rzekłem - dostał się pod wpływ idei liberalnych w otoczeniu Croce. Mieszkał w Rzymie, działał w łączności Rządu RP z krajem, jego świeża faszystowska przeszłość nie była plamą, nie powodowała też bojkotu towarzyskiego, można sądzić, że to taka niewielka polska specyfika wyższych sfer. Jego rola sprowadzała się do szyfrowania poczty do kraju i z kraju. To co pisze o szyfrach potwierdza moją ocenę, jaką umieściłem w "Węźle stockholmskim."

#p27 Były złe. Zabawne, że ani autor ani wydawnictwo nie odróżnia cyfr od liczb. Chodzi o komplikowanie szyfrów przez dodawanie cyfr, od 0 do 9. Wedle autora dodawano jednak cyfry od 1 do 10, co jest absurdem i matematycznym i praktycznym. Później został współpracownikiem Radia Wolna Europa. Z tego czasu pochodzi dość enigmatyczna, choć apetyczna notatka, którą cytuję w całości:

#p28 
W czasie II Soboru Watykańskiego bywałem w Rzymie jako korespondent RWE. Jest mało znane - bo oficjanie takich rzeczy się nie mówi - że kiedy miano dyskutować na Soborze skreślenie modłów za "perfidnych Żydów", kardynał Wyszyński i polscy Ojcowie Soborowi zamierzali - ze względów teologicznych - wystąpić przeciwko takiej zmianie. Wtedy jeden z czołowych przywódców emigracji polskiej, przybyły do Rzymu, przedstawił Prymasowi Tysiąclecia, jaki fatalny wpływ na stosunek Żydów w świecie do Polski i Polaków będzie miało takie wystąpienie na Soborze, podsuwające jeszcze jeden argument świadczący o "wrodzonym" antysemityźmie Polaków i katolicyzmu polskiego. I rzeczywiście, kiedy sprawa wypłynęła na plenum soborowym, żaden z biskupów polskich głosu nie zabrał (s. 157).

#p29 Nazwisko owego przywódcy emigracyjnego Sznarbachowski zachowuje w tajemnicy, można jednak sądzić, że był to Jan Nowak- Jeziorański, bo to i jego postawa i jego styl - zresztą szef Sznarbachowskiego w RWE.

JL
 

xtrakt.art.pl/lewandowski/sznarbachowski.html